Nie ma zgody na język nienawiści

Narodowcy i podobni im sympatycy prawicowego nacjonalizmu przeżyli wielkie rozczarowanie, gdy Facebook zablokował im czasowo strony, na których skrzykują się, by znów Narodowe Święto Niepodległości kojarzyło się z zamieszkami i bijatykami.

Zbigniew Wolski

Media społecznościowe kojarzą się przede wszystkim z szeroko rozumianą wolnością wypowiedzi. Tak też jest w rzeczywistości. Nawet tam jednak obowiązują zasady, które zabraniają propagowania języka nienawiści. A to za sprawą obecnego rządu stało się niestety standardem w realiach naszego życia politycznego. Wpisy z przekazem nakłaniającym do przemocy, wraz z symbolami powszechnie uznawanymi za faszystowskie, usunęli administratorzy Facebooka. Wśród zaskoczonych nacjonalistów podniósł się lament, że Facebook jest lewicowy. Nie było to najbardziej „wyszukane” określenie spośród tych, które się pojawiły w prawicowych mediach. Z drugiej strony lewicowość to, jak wiemy, pojemne określenie, które wspomniany obóz odmienia przez wszystkie możliwe przypadki.

Obrońcy skrajnych nacjonalistów
Obrońców faszystowskich wpisów było jednak znacznie więcej. Znany, choć niekoniecznie szanowany, wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki stwierdził lakonicznie, że postępowanie administratorów Facebooka będzie podlegać analizie pod kątem zgodności z prawem. Jeśli jesteśmy przy członkach rządu, to swoje trzy grosze dodała też minister cyfryzacji Anna Streżyńska, ponoć chcąc problem rozwiązać, a nie pogłębiać go, jak sprawiała na początku wrażenie. Wytoczono również ciężkie działa. Organizacje prawicowe przypomniały sobie, że w naszym kraju obowiązuje konstytucja, po czym gorączkowo wertując tekst ustawy zasadniczej znalazły adekwatne do sytuacji zapisy.

Duma narodowa zmienia się we wstyd
Najbardziej pogrążył wszystkich Richard Allan, odpowiedzialny w Facebooku za politykę publiczną między innymi w Europie. Stwierdził, że strony wzywające do nienawiści i zawierające symbole faszystowskie zostały przywrócone, bo dotyczą wydarzenia, które jest zarejestrowane i legalne. Innymi słowy porzuciliśmy już kanony dobrego smaku Starego Kontynentu i biegniemy truchtem w stronę rozległych stepów. Widać, że nasze życie polityczne wymaga specjalnego traktowania. Z drugiej strony nie czuję się dobrze, kiedy symbole faszystowskie ozdabiają plakat wzywający do udziału w obchodach święta narodowego. Nie życzę sobie takich plakatów i takiego obchodzenia tego święta.

Nie stójmy obojętnie
Z powyższych wydarzeń można wysnuć kilka ważnych wniosków. W kraju takim jak nasz, bardzo mocno doświadczonym przez nazizm, zapomina się, że idee skrajnego nacjonalizmu prowadzą do zbrodni na szeroką skalę. Najbardziej przeraża przychylność i ochrona, jaką nacjonaliści znajdują w rządzie. Nowy model patriotyzmu propagowany przez PiS nie zakłada umiarkowanego charakteru takiej postawy. Dzisiaj trzeba być ekstremistą, aby zdobyć uznanie wśród rządzących. Panów o zbyt krótko obciętych włosach, noszących się raczej na sportowo lub odczuwających nostalgię dla stylu militarnego, wysyła się później na demonstrację, marsz albo podobną imprezę, aby jeszcze lepiej zademonstrować właściwe postawy społeczne. Tym bardziej, wobec skromnej tradycji – nazwijmy to – normalnego obchodzenia Narodowego Święta Niepodległości, trzeba pokazać owym osobnikom, jak również obecnej ekipie rządzącej, że jest alternatywa dla ich podejścia do patriotyzmu. Nie chcemy się bić, nie chcemy atakować policji, chcemy najzwyczajniej w świecie radośnie spędzić 11 listopada. I tak też zrobimy.

  •  
  •  
  •  
  •