Szwajcaria to kraj mądrych obywateli

W Szwajcarii obywatele w drodze referendum odrzucili projekt, który dawał wszystkim mieszkańcom kraju honorarium równowartości 10 000 zł co miesiąc, bez względu na to, jakie mają dotychczasowe dochody. Oniemiałem i w duchu zacząłem się zastanawiać, co by było w Polsce, gdyby takie referendum się odbyło.

Jerzy Gogół

To oczywiście zupełnie inna sytuacja, inny poziom zamożności społeczeństwa, ale uwarunkowania te same. Szwajcarzy doszli do wniosku, za co ich podziwiam, że brak powiązania dochodów ze wzrostem wydajności pracy, podnoszeniem jakości pracy, poszukiwaniem nowych technologii, mądrym gospodarowaniem kapitałami w krótkiej i długiej perspektywie musi prowadzić do degeneracji państwa oraz jego fundamentów gospodarczych i kapitałowych.

Oddalmy się nieco od Szwajcarii i pozostańmy w naszych realiach. PiS wygrało wybory, bo obiecało 500 zł każdej rodzinie, która posiada dziecko, o ile dochód na członka rodziny jest poniżej kwoty 800 zł, i wszystkim na drugie dziecko – bez względu czy są milionerami czy biorą zasiłek w MOPS-ie. Tylko, aby cokolwiek dać, to trzeba mieć. A z tym jest kłopot. PiS zaczął rozpaczliwie szukać pieniędzy, a to u zwykłych rodzin podwyższając VAT na artykuły dziecięce z 8% na 23%. Opłata za naukę w szkołach językowych również została obciążona 23% VAT. Minister Finansów zaciera ręce, czekając na wpływy z podatku bankowego, a przedsiębiorcy, którzy mieli zamiar inwestować – wstrzymują się z braniem kredytów, ponieważ wiedzą, że prędzej czy później za ten podatek zapłacą. Proszę zwrócić uwagę, że cały czas chodzi o finansowanie programu 500+.

A co się dzieje z giełdą? Zwyżki akcji dają dodatkowe bodźce ekonomiczne do inwestycji, często decydujących o dalszych losach przedsiębiorstw z uwagi na konieczność sprostania wymogom atrakcyjności wyrobów wobec wszechwładnej konkurencji. A mamy zapaść i prawie codziennie informację „dzisiaj na giełdzie czerwono”. Kapitał zagraniczny ucieka, bo jak sobie pomyśli, że PiS chcąc wygrać kolejne wybory rozda po 1000 zł na dziecko, to wiem, że Polki będą chciały rodzić dzieci, a nie wydajnie pracować. Tak ten program 500+ skutkuje w sferze gospodarczej na podstawie kilku przykładów. A jakie są konsekwencje społeczne? Wiele rodzin zadaje sobie pytanie: czy warto pracować? Proszę pomyśleć o strajkujących pielęgniarkach z wynagrodzeniem 1500 zł netto i ciężką oraz odpowiedzialną pracą z chorymi. Coraz częściej słyszymy o kiepskim naborze do szkół pielęgniarskich. A co dzieje się w głowach młodych dziewczyn? Zamiast myśleć o nauce i pracy zastanawiają się często czy nie lepiej urodzić jedno lub dwoje dzieci i dać sobie spokój z rozwojem osobistym, pracą od godziny do godziny, bo zwyczajnie się to im nie opłaca. Z zainteresowaniem też będziemy wszyscy śledzić w przyszłym roku statystyki spożycia alkoholu, bowiem dochodzą do nas coraz częściej informacje o wydatkowaniu kwot zamiast na dzieci – na nieustające balangi. Dotyczy to oczywiście tylko niektórych środowisk, ale to one przede wszystkim wymagały realnej pomocy, a nie rodziny, w których dochód wielokrotnie przewyższa średnią krajową.

I znowu powracam do mądrych Szwajcarów, którzy odrzucili miesięczną darowiznę od państwa z myślą o przyszłości pokoleń, które chcą wychować w poszanowaniu wartości pracy jako podstawowego źródła dochodu, gwarantującego trwały i wysoki poziom zamożności. W KOD-zie zaczyna się dyskusja o przestrzeniach wolności. Rozumiem, że nie ma wolności bez odpowiedzialności za losy nas samych i przyszłych pokoleń. W ramach tego projektu warto porozmawiać o wolności gospodarczej, bez której rozwój państwa jest niemożliwy jak również wzrost poziomu życia obywateli. Rozdawnictwo kosztem ludzi ciężko pracujących, obciążanych kolejnymi daninami, aby wygrać wybory jest drogą do biedy, do słabego państwa. Populizm PiS-u ma jednak granice, które KOD musi wyznaczyć również w sferze gospodarczej.

  •  
  •  
  •  
  •