SAMORZĄDZĄCY SIĘ ALBO RZĄDZENI

Kwiecień 26, 2017 KOD

Autorka: Katarzyna Kabacińska

Kto nie był, niech żałuje! Bohater wtorkowego spotkania dał się bowiem poznać z innej strony, niż znany z TV były prezes Trybunału Konstytucyjnego krytykujący demolowanie ładu demokratycznego w Polsce. Wprawdzie prof. Jerzy Stępień, bo o nim mowa, również podczas wykładu w Bydgoszczy nie tracił z pola widzenia niebezpieczeństw, jakie niesie autorytaryzm partii rządzącej, ale jednocześnie doskonale sprawdził się w roli gawędziarza niestroniącego od interesujących dygresji. – Gdyby wziąć pod uwagę realizację planów, to moje życie można uznać za pasmo porażek, tyle że rzeczywistość okazała się o wiele ciekawsza od tych planów – zażartował już na początku, ale my szybko przekonaliśmy się, że to prawda. I nie chodzi tu jedynie o Jerzego Stępnia osobiste losy, bo również o ich kontekst społeczno-polityczny.

Podstolik rozbieżności

Gość KODu zaczął od obalania mitów przypominając, że sądownictwo konstytucyjne nie jest, jak chcą niektórzy, „spuścizną po komunie”, gdyż upominało się o nie już przedwojenne środowisko prawnicze. – Nie wyszło, ale mało kto pamięta, że ten głos znalazł się wśród postulatów Solidarności z sierpnia 1980 r. – mówił Stępień przestrzegając przed grzechem zaniechania prac nad jakimś ważnym projektem tylko dlatego, że jest on w danej chwili nierealizowalny. Teraz nie, ale przyjdzie jego czas, jak w przypadku powołania Trybunału Konstytucyjnego. A że tytuł wykładu brzmiał „Państwo a samorządność”, profesor dowiódł, iż podobnie rzecz się miała z samorządem terytorialnym, którego idea ożyła w latach 70. za sprawą Konwersatorium Doświadczenie i Przyszłość. Pracował nad nią też prof. Jerzy Regulski, ale nieco lepszy klimat dla samorządu terytorialnego nadszedł dopiero wraz z obradami Okrągłego Stołu. – Wtedy i ja dołączyłem do tego grona, tyle że tzw. podstolik samorządowy okazał się jedynym, gdzie strony nie osiągnęły porozumienia podpisując tylko protokół rozbieżności – przyznał Jerzy Stępień i zabrał nas w historyczną podróż w poszukiwaniu przyczyn oporu wobec samorządów.

Z Zachodu na Wschód

Tak, w ocenie naszego gościa, można najkrócej przedstawić drogę, jaką musiała przebyć idea samorządności. Z powodu rozmaitych uwarunkowań historycznych (tu utonęliśmy w, ciekawych skądinąd, dygresjach) była po prostu dużo wcześniej obecna w kulturze zachodniej. Nawet w samej Polsce, w zależności od tego pod jakim zaborem znajdował się dany region, były widoczne różnice i co więcej – nadal są, żeby porównać Wielkopolskę na przykład z Podlasiem. – Współcześni Polacy wiedząc sporo o demokracji parlamentarnej, czy przewadze wolnego rynku nad gospodarką zcentralizowaną, niezbyt orientują się co to w ogóle jest ten samorząd terytorialny – wypomniał profesor. Jednocześnie usprawiedliwienie tego stanu rzeczy widzi w pozornych reformach, jak choćby ta z 1975 roku, która w jego ocenie nie była reformą administracyjną, tylko … aparatu partyjnego. – Mówiono wówczas o zniesieniu powiatów, tymczasem chodziło o zlikwidowanie powiatowych komitetów partyjnych, a dla uniknięcia zagrożeń ze strony tych wojewódzkich, które rosły w siłę, podzielono kraj na 49 województw – zauważył Jerzy Stępień podkreślając, że tak powstała

absurdalna siatka administracyjna z regionami liczącymi ledwie 200 tys. ludzi obok województw kilkumilionowych.

Kto się boi samorządności?

Trzeba było 10 lat, by „podstolik rozbieżności” z czasu obrad Okrągłego Stołu odszedł do historii, bo wraz z rządem Jerzego Buzka pojawiły się wreszcie możliwości realizacji reformy samorządowej. – Najważniejsze w naszej reformie było to, że społeczność lokalna na poziomie gmin, powiatów, miast stała się właścicielem mienia komunalnego, samorządy zyskały osobowość prawną i odrębny budżet, o gospodarowaniu którym nie decydowano już centralnie – wypunktował Stępień i żartobliwie dodał, że oto po raz pierwszy w historii cała Polska miała taki sam „garnitur samorządowy”. Podkreślał przy tym, że tak istotny decentralizacyjny aspekt reformy z 1999 r. nie oznaczał całkowitego braku kontroli, ale na pewno nie w takim wymiarze, jak to sobie wyobrażają obecnie rządzący. Bo ten projekt zakłada, że PiS chce mieć wszystko i wszystkich pod kontrolą, a to zagwarantować może tylko centralizacja władzy. Wystarczy, że gospodarowanie środkami unijnymi odbierze się samorządom wojewódzkim i odda w gestię wojewodów, którzy działają w terenie z ramienia rządu! – A proponowana dwukadencyjność? To przecież nic innego, jak pozbawienie części wyborców biernego prawa wyborczego, co jest niezgodne z Konstytucją – uświadomił nam Jerzy Stępień. Jak i wiele innych posunięć obecnego rządu, chciałoby się powiedzieć… Tymczasem, jak podkreślał z mocą gość bydgoskiego KODu, samorząd terytorialny to element państwa demokratycznego, więcej – jego fundament. A naruszenie go, to kres państwowości typu zachodniego, ogromny krok wstecz.

Gotowych recept brak

W takich minorowych nastrojach rozpoczęła się dyskusja, co groziło oczekiwaniem gotowych recept na zahamowanie demolowania państwa. I jeśli nawet niewypowiedziane, to w powietrzu wisiało – znane skądinąd – pytanie „jak żyć?” w autorytarnie zarządzanym kraju. Bo jak, panie profesorze, przekonać ludzi, że mają iść do urn, jeśli chcą mieć wpływ na swoje życie, skoro żadnego wpływu na hucpę „trzymających władzę” nie ma ani parlamentarna opozycja, ani europejskie gremia, żadne autorytety, czy gorszy, ale wcale niemały, sort suwerena? Bezsilny, bo sparaliżowany jest Trybunał Konstytucyjny, w sądach jeszcze słychać pomruki oburzenia, ale przyjdzie ustawa i zamknie usta również sędziom. Padły głosy, że nadzieja w edukacji obywatelskiej – pełna zgoda, ale to praca na pokolenia. A my jesteśmy okradani z praw tu i teraz! Oszukiwani… – Właśnie! Pierwszorzędna sprawa to demaskacja kłamstwa smoleńskiego, które służy utrzymaniu kondycji psychicznej prezesa i w ogóle utrzymuje ten rząd przy życiu – stwierdził Jerzy Stępień smutno. Nie weselej, ale mniej dramatycznie było, gdy przyznał, że reforma samorządowa niewolna jest od błędów. To one są powodem, że w odróżnieniu od dojrzałych demokracji u nas każda zmiana władzy oznacza zmianę aparatu administracyjnego. – To niedopuszczalne, musimy sprofesjonalizować służby samorządowe, powrócić do idei dyrektora miasta, takiego menedżera, by oddzielić funkcje polityczne od administracyjnych wyliczał profesor. I pewnie tylko późna pora skróciła tę samokrytyczną wyliczankę.

Dziadku, jesteśmy z ciebie dumni!

Wygląda jednak na to, że Jerzy Stępień woli działać, niż się frasować. Słysząc bowiem podziękowania za naprawdę interesujące spotkanie przyznał, że takie wykłady to dla niego swego rodzaju misja. Ale nie pozostawił nas w przekonaniu, że szarżuje patosem opowiadając

o swoich wnukach, które obecne raz na podobnym spotkaniu powiedziały mu na zakończenie: dziadku, jesteśmy z ciebie dumni! I dużo ciszej dodał, że żal mu trochę prezesa, który takiego szczerego wyznania nigdy nie usłyszy…

Autorka: Katarzyna Kabacińska

Więcej na:http://kodkp.info/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Menu
Scroll Up