Polityka jest dla starców

Wrzesień 15, 2016 Zbigniew Wolski

Tylko ludzie w podeszłym wieku mają na tyle determinacji, aby zaciekle bronić swoich racji w polityce. Do takiego punktu widzenia przekonywał mnie ostatnio mój znajomy w rozmowie o uczestnikach życia politycznego obserwowanego w mediach. Jego poglądy nie trafiły do mnie, ale życie potrafi spłatać figla. Kilka dni później byłem świadkiem właśnie takiej determinacji u starszej pani.

Zbigniew Wolski

W miesięcznicach przed krzyżem smoleńskim uczestniczą głównie ludzie co najmniej dojrzali. Ich zaangażowanie w toczące się uroczystości zaskakuje postronnych widzów, którzy spokojnie jedzą obiad i od niechcenia oglądają kolejny program informacyjny. To w sumie dwa odrębne światy, zwykli ludzie, ci od obiadu, którym nic się już nie chce po przyjściu z pracy oraz energiczni staruszkowie, którzy na jeden gest wodza pobiegliby z kijami odbić wrak Tupolewa, albo ruszyliby na kolejną krucjatę, by zdobyć Jerozolimę i wypędzić z niej niewiernych. Cały pomysł na robienie polityki zawiera się oczywiście w maksymalnym podsycaniu emocji u tych, którzy wykazują objawy niespełnienia i chęci zrobienia czegoś w ich mniemaniu pożytecznego. Zmęczeni nie są do niczego potrzebni, no może przed wyborami można wykonać w ich stronę parę ukłonów, ale bez szaleństwa. Gdy zadać sobie nieco trudu i dobrze wszystko policzyć, to na podstawie danych historycznych dojść można do ciekawej konkluzji. Niosący krzyże zupełnie wystarczą do zwycięstwa w wyborach. Pomiędzy jedną, czy drugą kampanią wyborczą warto jednak połaskotać ich aborcją, in vitro lub islamem, aby nie ustali w swej zadziorności.

W innych obozach też nie jest najlepiej. „Wiadomości” lubią przy okazji kolejnej manifestacji KOD-u wyłuskać z tłumu osobników o szczególnej, odpowiadających standardowi telewizji publicznej w tym zakresie, powierzchowności ogólnej. Cóż, trudno jest czasem kolejny raz odwracać tego samego kota ogonem, ale pewien pogląd u widzów, tych znudzonych, i tak jest osiągany. Najlepiej oczywiście iść samemu na demonstrację i przekonać się na własne oczy.

Ale odejdźmy od stereotypów wyrabianych przez media narodowe i zwróćmy się w kierunku ulicy, na której mieszkamy. Zastanawiam się, ilu z was chodzi codziennie po gazetę do sklepu oddalonego o kilkanaście lub kilkadziesiąt minut marszu? Pytanie wydaje się wyjęte z kontekstu, ale takie nie jest. Najpierw trzeba także postawić pytanie, kto czyta jeszcze gazety papierowe, ale to zupełnie inny temat. Wyszło więc na jaw, że robię zakupy w tym samym małym sklepie w okolicy. Zakupy to wartościowa możliwość obserwacji ludzkich zachowań. To, co ostatnio szczególnie mnie dotknęło to sędziwa staruszka przychodząca do sklepu tylko po to, aby z pietyzmem móc zakupić swój ulubiony „Nasz Dziennik”. Posypmy głowy popiołem, do sklepu w okolicy idziemy głównie po piwo i papierosy, no może dodajmy do tego słodycze i chipsy. Jak widać w przesłankach zakupowych także znaleźć można głębsze wartości. Szkopuł w tym, że ogólnie panuje tendencja minimalistyczna i przyziemna, a można inaczej. Pozostawmy walkę z sieciami marketów innym i skupmy się na zaangażowaniu w realizację swoich poglądów.

Prawdopodobnie od dziś będziecie zwracać większą uwagę na klientów waszych ulubionych sklepów, to też dobrze. Chciałbym jednak powiedzieć nieco więcej o powyższym zaangażowaniu. Do kolejnych wyborów mamy jeszcze szmat czasu. Czy starczy nam cierpliwości i nieustępliwości w naszych działaniach? Okazuje się, że mamy do czynienia z sytuacją, w której może być coraz trudniej działać. Postawy chyba powinniśmy uczyć się od osób reprezentujących odmienne poglądy polityczne. Dodam od razu, że o samą postawę tu chodzi, bez obudowy doktrynalnej i małego szowinizmu. Jeśli już zjemy obiad, to powinniśmy zacząć działać. Pierwszym zadaniem musi być zaszczepienie przeświadczenia tym, którzy przedstawiają się „wszystko mi jedno”, że na czymś powinno im jednak zależeć. Później powinno być już znacznie łatwiej.

 

  1. Gerontokracja to jeden z fundamentów (neo)liberalnej demokracji w stylu Zachodnim. Starsze roczniki wyzyskują młodsze zmuszając je do finansowania systemu emerytalnego przez podatki i parapodatki, zwiększając koszty pracy, a co za tym idzie napędzając prekaryzację i bezrobocie. Skoro zaś prekariusze i bezrobotni nie mogą siłą rzeczy utrzymywać systemu emerytalnego, to stosuje się zabiegi księgowe takie jak wydłużenie wieku emerytalnego oraz wyklucza młodsze roczniki z systemu emerytalnego zwiększając ilość wymaganych okresów składkowych (planowane z 20 do 30 lat). W rezultacie młodzi nie wyprowadzają się z domów, nie zakładają własnych rodzin tylko drenują oszczędności rodziców co zwiększa determinację starych by bronić dochodu od państwa. Starsi podejmują decyzje racjonalne w obrębie irracjonalnego systemu i głosują na polityków na ogół też starych, którzy doraźnie i krótkowzrocznie podtrzymują stan rzeczy. Starzy politycy nie odchodzą na emeryturę tylko usiłują wysiedzieć w Parlamencie do zgonu – nawet jeśli są kompletnie niedostosowani do wyzwań współczesnego świata i muszą polegać na wyzyskiwanych młodych stażystach. Równocześnie starsi wychowują kolejne pokolenie sobie podobnych albo gorszych polityków. Patrz: Jaki, Kosiniak-Kamysz. Taką patologię można przeciąć tylko w jeden sposób – ustalając górną granicę wieku dla kandydatów do Sejmu na 45 lat. Tak by średnia wieku deputowanych zbliżyła się do średniego wieku człowieka. Mielibyśmy rządy 30-latków: wykształconych, doświadczonych życiowo ale zorientowanych w problemach bieżących i otwartych na nowości. Miałoby to też jeszcze jedną zaletę – zwyrodniałe, skorumpowane i skompromitowane elity polityczne zostałyby w ciągu jednych wyborów wyrżnięte w pień, bo do Senatu kandyduje się w okręgach jednomandatowych. Teraz chętnie wysłucham krytyki tego pomysłu ale bądźcie uczciwi i powiedzcie: czy naprawdę podobają się Wam rządy upiornie bredzących dziaduniów, którzy grają za Wasze pieniądze w gierki i myślą tylko o przeszłości? Czy w obecnym parlamencie jest chociaż jeden polityk powyżej 45 roku życia (a wybór macie szeroki), który według Was jest potrzebniejszy w Sejmie niż w Senacie, gdzie mógłby lepiej wykorzystać swoje doświadczenie?

  2. Naprawdę masz ochotę na rozmowę Adamie? Czy znów postanowiłeś wypróbować kilka erystycznych chwytów na potencjalnych dyskutantach. Ja odpadam. Twój naiwny wywód nie ma nic wspólnego z poważną intelektualną pracą. A ciebie nie interesuje wymiana poglądów tylko nachalna agitacja. Pod względem oderwania od rzeczywistości tożsama z pisowskim bełkotem tylko wektorem odwrócona w przeciwnym kierunku. Używanie innych rekwizytów typu prekariusze zamiast brzozy, nie czyni z ciebie intelektualnej uczty dla czytelnika. Sorki Adam. Milego dnia.

  3. W komentarzu do artykułu p. Zbigniewa Wolskiego mogę powiedzieć tyle, źe znajomy ma dużo racji w swoich spostrzeżeniach, mogę uzasadnić na własnym przykładzie. W latach 80-tych, kiedy działała Solidarność, wiadomo było z różnych źródeł co się dzieje, ale nie łatwo było się przyłączy. W zakladzie, gdzie pracowałam Solidarność tworzyło kilka sprzątaczek wiecznie niezadowolonych ze swojej płacy, za 2 godziny bylejakiej pracy (na całym etacie) i jeden niezadowolony facet, znany z tego, że uganiał się za spódniczkami. Nie można było pójść np. do Ursusa i powiedzieć: “przyjmijcie mnie bo Was popieram”. Nie należałam do żadnej partìi, ale duszą byłam za Solidarnoscią i gdyby doszło do otwartej konfrontacji to wiedzialabym po ktorej stronie stanąć. Tak, jak w Powstaniu Warszawski, wszyscy walczyli, bez wzgledu na przynależność do tego, czy innego zgrupowania. Wtedy, w latach 80-tych koncentrowalam się na absorbujacej pracy, wychowaniu dziecka, studiach uzupełniających i zapewnieniu rodzinie posilku, co w tamtych czasach wcale nie było łatwe. Nie moźna być Ok, na wszystkich frontach, coś, za coś. Dziś nie jest tak tragicznie jak w tamtych czasach, ale młodzi niejednokrotnie muszą wybierać : sprawy zawodowe (utracić pracę a potem znaleźć to jest duźe ryzyko), rodzina, czy działalność społeczną? Ja ich rozumiem, chyba że ktoś ma szczególne zainteresowania działalnością społeczną, czy polityką to co innego. Dlatego, teraz nie boję się ryzyka i jak mi dzieciaki mówią : “mamo idź na tę manifestacje KOD, bo mają rację”, to chodzę.

    • Wymówki znalazły się w latach 80-tych, znalazły się kiedy doszło do konfrontacji (stan wojenny), znajdą się i teraz. Mówisz, że idziesz na manifestację, a potem człapiesz do dyskontu, zapewnić sobie posiłek.

  4. rodzina II sortu says:

    No nie. Tym razem przyznajemy, że nie dostrzegamy tej delikatnej granicy, którą wyznacza tekst autora, aby coś zakomunikować lub aby do czegoś sprowokować. Przepraszamy, nie chcemy w najmniejszym stopniu kogoś urazić, ani uchodzić za recenzentów czy medioznawców, bo do tego kwalifikacji absolutnie nie mamy. Zawsze dzielimy się wyłącznie tym co w danej sprawie rozum, a może nawet częściej serce dyktuje. Tym razem do zabrania głosu w dyskusji, nie treść artykułu nas zachęciła, lecz powiązany z nim temat, jako pretekst do wyrażenia bardzo negatywnej, żeby nie powiedzieć wyjątkowo krytycznej opinii o mediach (UWAGA! – komercyjnych) i postawach dziennikarzy (tych na topie: „niezależnych”, popularnych i sprawnie acz niestarannie operujących słowem). Naszym zdaniem właśnie dlatego, że mają te cechy (lub wydaje im się że mają), to są bardziej groźni, niż ci zaangażowani w stacje podobne Radiu Maryja, Telewizji Trwam bądź Republiki, czy w redakcje typu Nasz Dziennik, Do rzeczy. Wymienione docierają do określonych odbiorców, których poglądy są nam obce i niezrozumiałe, ale te niby nasze, niby będące w większości i mające odbiorców wśród kupujących piwo w osiedlowym sklepiku, a pozostałe dobra w centrach handlowych, galeriach, giełdach, hurtowniach lub przez Internet, to właśnie one robotę nie dla nas lecz dla kasy i wydawców wykonują. Może dobrze byłoby zostawić czytelników Naszego Dziennika z ich spacerami każdego 10 dnia miesiąca po śródmieściu Warszawy z metą przy Krakowskim Przedmieściu 46/48, za to słuchając, oglądając i czytając te pozostałe, bardziej uważnie analizować i otwarcie krytykować nierzetelność oraz celowe lub nieświadome, bo wynikające z braku staranności oddziaływanie na nas. Myślimy że bez przywołania konkretnych przykładów nie zdołamy naszych poglądów wyraziście uargumentować. Dlatego przytaczamy pierwszy z brzegu z dość popularnej TVN24, audycji „Piaskiem po oczach”. Rzeczywiście bije po oczach, oj bije, nastawienie i warsztat prowadzącego zwłaszcza. O audycji z przed dwóch tygodni z udziałem Pana Mateusza Kijowskiego już wspominaliśmy. Ale w minioną sobotę gościem Pana Konrada był Pan Gowin. Redaktor poruszał bieżące sprawy, a wśród nich temat nepotyzmu przy obsadzaniu ważnych stanowisk w instytucjach państwowych i spółkach skarbu państwa. Zadawał konkretne pytania, zmierzające do ustalenia oceny i poglądu rozmówcy ( w końcu wicepremiera rządu), odnośnie zatrudnienia przez ministra obrony młodego Misiewicza. Odpowiedź Pana Gowina: „ pan wybaczy redaktorze! Ale byłoby wielce nieeleganckie gdybym komentował działanie innego ministra, bo uznaję za niewłaściwe aby jeden minister drugiego pozbawiał prawa do własnych decyzji personalnych, …” Redaktor słyszy i ?? – do głowy mu nie przyjdzie upomnienie, że elegancko to on musi się zachowywać wobec Polaków a nie kumpla z ministerstwa, którego sam miał być szefem, ach nie! sory! on wtedy też tylko z rodaków jaja sobie robił! Co to jest? Za nasze ciężko wypracowane podatki utrzymujemy ich, a oni myślą, że to wobec siebie, a nie obywateli mają być taktowni, milutcy, eleganccy, a Wielce szanowny REDAKTOR, przyjmuje to (w naszym?, czy swoim imieniu ?) do wiadomości też elegancko i bez wahania. Gdzieś zasłyszeliśmy takie określenie więc przytoczymy, bo jest super adekwatne do podsumowania tej audycji. Pan REDAKTOR przez pół godziny bazując na swojej popularności i stacji PIEŚCIŁ SIĘ na wizji z WICEPREMIEREM RZĄDU RP, robiąc widzom papkę z mózgu. Zupełnie przeciwstawnym w (naszej ocenie) przykładem jest Pani Redaktor Eliza Michalik, która przykładowo prowadząc cotygodniowy program „Szpile”, goszcząc skrajnie prawicową dziennikarkę Elizę Olczyk i Renatę Kim zwolenniczkę demokracji liberalnej prowadziła rozmowę między Paniami wokół podobnej, czyli bieżącej tematyki, ale z jakże (dzięki prowadzącej) odmiennym skutkiem. Ani Pani Olczyk ani Pani Kim prezentując skrajnie różniące się poglądy nie posługiwały się fałszem, nie gadały byle co, byle o czymś i nie przekroczyły cienkiej granicy między publicystyką a populizmem. Akurat my, uwielbiamy Panią Renatę, którą można spotkać na marszach KOD-u, która jest nam bliska bo ramię w ramię z czytelnikami Newsweeka widzami wielu stacji, gdzie bywa w roli komentatorki, demonstruje przywiązanie do wolności i wartości państwa prawa. Jedna to nie oznacza, że pomimo przeciwstawnych poglądów czuliśmy się indoktrynowani przez jej kontr rozmówczynię. To widz mógł się skonfrontować z ich i swoimi poglądami, bez poczucia, że jest nieważny bo i tak będzie musiał usłyszeć tylko to co postać z monitora chce mu opowiedzieć. Przykładem jakby z „innej beczki” jest też dobór gości i tematów. Pani Eliza Michalik sygnalizuje bardzo trudne i poważne przez co dla wielu niewygodne problemy typu: relacje państwa świeckiego z kościołem, zasady trójpodziału władzy a nawet świeży przykład powiązania z rosyjską agenturą prominentnych polityków polskich z ministrem obrony narodowej na czele. Temat choć wyjątkowo poważny i bulwersujący, potraktowany został poza Nią jedynie przez redaktorów: Piątka Tomasza i Jacka Żakowskiego. Ciekawe dlaczego? Za to od groma czasu media poświęcają naczelnikowi, jakby ta funkcja usankcjonowana była w naszym systemie prawnym. Może by ograniczyć się do tego co premier? co prezydent?, co ministrowie, rzecznik praw obywatelskich? Trybunał Konstytucyjny?, a nie fikcyjny „byt” wystarczająco reklamowany w mediach partyjnych. Może to zbyt łatwe pogodzenie się mediów z taką a nie inną rolą prezesa legitymizuje ustrój gorszy od obalonego przez Polaków socjalizmu. Kolejnym przykładem jest gdzieś tam królująca w mediach, niczym „panna Krysia z turnusu trzeciego”, szefowa kancelarii Pani Kempa, która lekceważy widzów i ubliża im, myśląc jednocześnie, że jak przegada prowadzących czy współrozmówców, to pokaże jaka jest fajna i błyskotliwa. Może jak się nie da inaczej, to trzeba brutalnie przerwać audycję? Zająć czas reklamami a nie głupotami, a ją wyprosić z pozdrowieniem jak w piosence: „pucio, pucio”. To jednak, nie jest wyłącznie jej wina, że tak się zachowuje (taki widać poziom prezentuje), ale też tych, co ją goszczą albo łudząc się, że tym razem będzie mądrze i ciekawie, albo, że sami zapanują wskrzeszając w sobie większe pokłady bezczelności. Ale czy to w tym rzecz? Ci dziennikarze nie wiedzą, że to właśnie oni takim zachowaniem są kompromitowani, a widz ich i rozmówców w równym stopniu „ tu polewa.” Doszliśmy do wniosku, że najlepszą metodą jest wyłuskiwanie grona wartościowych i prawdziwych dziennikarzy oraz artystów jak Maciej Stuhr, czy Kuba Sienkiewicz, którzy doceniają inteligencję widzów, a reszcie uważających nas za debili nie bądźmy dłużni.

    • Święte słowa Rodzino II sortu, podpisuję się i ja pod nimi, jeśli pozwolicie, poniewaź piszecie na temat mediów, pozwalam sobie nieśmiało, wskazać również moj komentarz do artykułu “Czy pamiętasz” ? Dziwi mnie tylko, dlaczego skupiając osoby wartościowe, godne uznania i szacunku nazywacie się “rodziną II sortu”, dać sobie uwłaczać takiemu byle komu jak kaczynski? Ja napewno nie zgodzę się na określanie mnie “komuniści i złodzieje”, ani na ” II sort”.

      • rodzina II sortu says:

        Droga Janko! Oczywiście, że czytaliśmy Twój komentarz pod tekstem: „Czy pamiętasz?” Czytamy większość artykułów i komentarzy, bo są dla nas źródłem wiedzy i stanowią płaszczyznę do wyrabiania i korygowania naszych poglądów. Poza bezsporną wartością tego forum jako płaszczyzny do jednoczenia się wokół podobnych ideałów, odwiedzamy ją regularnie, bo spotykamy tu autorów i komentatorów, których uważamy za prawdziwe autorytety. Jesteś dla nas jednym z nich. Bardzo cenimy dyskusję merytoryczną, na argumenty ale zwłaszcza taką, której podłożem są osobiste doświadczenia i emocje. Razi nas natomiast wyszukane słownictwo, retoryka na pokaz i książkowa filozofia, bo to czerpiemy (albo i nie) z innych źródeł. Dobrze jest posługiwać się informacją encyklopedyczną, ale tylko dla wzmocnienia argumentacji własnych poglądów. Poza Tobą, Wiesław , Maciek, PaWeł, Anna55 czy rzadko goszczący Marek (tekst: ”Z budżetu obywatela do budżetu państwa”) też są dla nas inspiracją, bo dzielą się swoją wiedzą, tak jak my czytają ironię, a to utwierdza nas , że WARTO!…. Doceniamy Twój sprzeciw odnośnie nazwy „rodzina II sortu”, zapewniając, że gdybyś Ty, lub ktoś Tobie podobny, tak nas nazwał byłoby to bolesnym i przykrym przeżyciem. Zwrot ten jest jednak autorstwa pewnego chorego z nienawiści człowieka, a że jego zwyczajem jest wywracanie znaczeń słów to takie określenie nam schlebia. Dla niego i jego środowiska bezprawie = zgodne z prawem, suwerenność = uzależnienie od Węgier, demokracja = możliwość chodzenia po ulicach, kataklizm = dobra zmiana, itd., więc myślimy, że komuniści, to ci, którzy chodzą co niedziela do komunii (nas to nie obraża), złodzieje to Ci, którzy kradną ludzkie uczucia (to komplement!). Kradzież mienia, to raczej domena posłów PiS, jednym z przykładów Stanisław Pięta (robił to w młodości z pobudek patriotycznych). Również nasz komentarz do „ Czy pamiętasz?” wyjaśnia powody dla których „rodzina II sortu” brzmi dla nas dumnie . Może trochę chaotycznie, ale szczerze chcemy Cię przekonać, że ktoś taki jak oni, KOGOŚ TAKIEGO JAK TY, nie jest w stanie obrazić, upokorzyć, nazwać tak, aby zrobić przykrość. Uwierz, że jesteś ponad tym!!! Dla nas im bardziej są podli, tym bardziej śmieszni. Jak się skończy repertuar epitetów to co im zostanie??? Korzystając z okazji zwróć uwagę na Agatę Adamek – „ sejmową” dziennikarkę z TVN24. Ciekawe czy też widzisz jej rzetelność, dociekliwość, fachowość. A to, czego dokonała dla opinii społecznej w ostatnich dwóch dniach to prawdziwy majstersztyk. Pana senatora Jana Marię Jackowskiego skłoniła do okazania po raz pierwszy szacunku obywatelom poprzez konkretną odpowiedź na konkretnie zadane pytania (wcześniej ośmieszał się myśląc, że jest na castingach do top model). Następnie, udało jej się odkryć oznaki inteligencji u wiceministra obrony Bartosza Kownackiego ( bo już myśleliśmy, że wszyscy w MON są mądrzy inaczej). Jednak największy hit, ( śmiech do łez), to tego mityng dziennikarski z udziałem posła Sasina, gdzie po raz kolejny „wyszło ….z worka” , a rozmowę można podsumować „ …..a, świstak siedzi i owija w papierki”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Menu
Scroll Up