Państwo świeckie

Wrzesień 13, 2016 Zbigniew Wolski

Pytanie o to, czy Jezus był Żydem, budzi u nas zawsze kontrowersje. Jeśli ktoś chce umiejętnie zadawać podobne pytania, wówczas ma możliwość manipulowania milionami wyborców. Poprzez zatarcie granicy dzielącej wiarę i społeczeństwo obywatelskie wkraczamy do etapu pieniactwa i początkującego nacjonalizmu.

Zbigniew Wolski

Odwoływanie się do akcentów religijnych w polityce jest stosowane przede wszystkim przez ugrupowania polityczne, które nie mają wiele do zaoferowania. Uważam, że nie na miejscu jest także obnoszenie się ze swoją wiarą, jeśli piastuje się urząd publiczny. Promowanie i finansowanie religii przez rząd i inne organa państwowe prowadzi w prostej linii do fundamentalizmu religijnego, nie mówiąc już o utracie związku z kulturą europejską. Wszystkie powyższe sposoby na zapewnienie sobie poparcia są z lubością stosowane dziś przez PiS, a nam pozostaje jedynie przyglądać się temu przedstawieniu z odległego miejsca na widowni. W polityce dobrze jest znaleźć środek ciężkości opinii publicznej, aby móc się później z nim utożsamić. Można posłużyć się negowaniem lub przeciwnie, mieć wspólne zainteresowania. Swoistym konikiem elektoratu PiS-u jest religia w wielu odmianach, często o niezrozumiałych dla zwykłych śmiertelników odniesieniach.

Okazja do pokazania w mediach polityka „dobrej zmiany” zawsze się znajdzie. Najlepiej jednak umieścić to w dobrym tle. Niedawne Światowe Dni Młodzieży były festiwalem medialnym dla rządu i obecnej partii rządzącej, otrzymaliśmy nie tylko uniesienia religijne, ale także przaśną porcję propagandy. Można również pójść w innym kierunku, chyba nieco na skróty, kształcąc i wychowując swoich ludzi w mediach, a później dać im szanse w głównych programach informacyjnych telewizji publicznej, ze szkodą dla tych ostatnich. Tak się składa, że podobno dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane. Skończenie uczelni ojca Rydzyka lub też praca w jego mediach nie czyni jeszcze, na całe szczęście, bycia dobrym dziennikarzem. Wieszanie krzyża, gdzie tylko można, nie wpływa na zachowania ludzi, wygląda na to, że najzwyklej w świecie nie patrzą na ten krzyż i całą energię wykorzystują na sam fakt jego instalacji, a szkoda. Może zmieniliby sposób postępowania, gdyby od czasu do czasu na niego spoglądali.

Dziwi mnie chęć Kościoła do tworzenia mezaliansu z PiS-em. Takie wrażenie można odnieść po obserwacji wypowiedzi dostojników kościelnych. W moim rozumowaniu sprawy muszą iść w złą stronę, jeśli w Kościele możemy się dowiedzieć, kto jest warty szacunku na scenie politycznej. Podobnie jest ze wskazywaniem z ambony outsiderów i szumowin. Oczywiście, niektórzy księża, nie rozumiejąc obecnego etapu dobrego tonu, idą za daleko, tak jak ksiądz Jacek Międlar. Daje to do myślenia, jaki może być rezultat upolitycznienia Kościoła. Najbardziej złoszczą mnie informacje o dotacjach, które otrzymuje Kościół na działalność nie związaną ze swoimi podstawowymi zadaniami. W prostym związku przyczynowo-skutkowym odbieram to jako zapłatę dla Kościoła za udzielone poparcie i kupienie jego poparcia w przyszłości.

Mój punkt widzenia może wydawać się subiektywny, rozumiem takie stanowisko. Zastanawiam się jednak, jaki punkt widzenia będą reprezentować moje córki, które w drugiej i trzeciej klasie szkoły podstawowej mają dwie godziny religii, dwie godziny angielskiego, a reszta planu tygodniowego zajmuje edukacja wczesnoszkolna. W mojej ocenie to dające do myślenia proporcje. Nie będą pisał o angielskim i edukacji. Skupię się na lekcjach religii. Na początek powstaje pytanie o to, kto z nas jest lepszym katolikiem, ja czy moje córki? Ja również chodziłem na religię, ale w czasie mojej edukacji nie było lekcji religii w szkołach. Moje córki najprawdopodobniej będą mogły zdawać religię na maturze. W sumie temat bardzo ciekawy, z uwagą i niecierpliwością czekam na pierwszą maturę z religii, będę mógł wtedy przeczytać pytania i dowiedzieć się czy moja edukacja z religii była w pełni wartościowa. Obym tylko do tego czasu zdążył zrobić powtórkę materiału.

Najbardziej jaskrawym przykładem posługiwania się symbolami religijnymi jest krzyż smoleński. Od lat mamy do czynienia z osobami, które z głębokim przeświadczeniem słusznego postępowania zaangażowane są w jego ochronę. Mając ostatnio okazję przyjrzenia się zjawisku przed Pałacem Prezydenckim doszedłem do zaskakującego chyba tylko mnie wniosku, że celebracja krzyża nie ma nic wspólnego z katastrofą smoleńską ani nawet z obrzędami religijnymi. Rzecz sprowadza się do wylewania kubłów pomyj przez przypadkowe osoby na wszystkich, których można zaszufladkować pojemnymi określeniami, takimi jak lewak, złodziej, Żyd i bezbożnik. Na tym etapie wydarzenia nie sprowadzają się jedynie do wykrzykiwania swoich obelg, desperacja tych ludzi nie zatrzymuje ich przed przemocą fizyczną wobec tych, których wskazano im jako wrogów. Atak grupy staruszków na dziennikarza miał miejsce już tak dawno, że nie wszyscy go pamiętają. Dziś wypadki potoczyłyby się zapewne jeszcze bardziej brutalnie.

Model państwa świeckiego jest bliski tylko opozycji. To kolejny ważny wyznacznik podziału na dobrą zmianę i tych innych. Propagowanie idei państwa bez religii wśród głęboko wierzących mija się z celem. Tym samym można już mieć podstawę do dobrego wyniku w każdych wyborach. Na dodatek elektorat, kupujący jak świeże bułeczki prezydenta lub premier uczestniczących we mszy świętej, jest o wiele bardziej zorganizowany niż reszta wyborców, którym musi się coś chcieć, a to już nie jest takie proste i łatwe do wywołania. Proste komunikaty kojarzące rząd i większość parlamentarną z kościołem sprawdzają się doskonale. Przez mało zrozumiały dla mnie mechanizm utożsamia tych pierwszych z dobrem publicznym; mamy to, co mamy i chyba będziemy mieć tego więcej, nim zdołamy powstrzymać rozpędzającą się machinę hipokryzji.

 

  1. Przeczytałem dwa razy i miałem nieodparte wrażenie, ze autor za wszelka cenę unika prostego nazwania sytuacji w jakiej znajdujemy się. Postaram się go wyręczyć. KK jest przerażony wizją postępującej laicyzacji związanej z ewentualnym sukcesem liberalnej demokracji. Dlatego stara się ją jak tylko może zohydzić. W tym procesie zohydzania, sporej części społeczeństwa umyka fakt , ze czymś co najmniej wstydliwym jest otwarte oczekiwanie od kogokolwiek by deklarowana religia i związany z nią kościół były jakimkolwiek wyróżnikiem oceny człowieka i całych grup społecznych. Powtarzam. To powinno być czymś tak wstydliwym jak np. zdrada małżeńska. Przyzwoity polityk powinien unikać obnoszenia się ze swoim światopoglądem, a tam gdzie może zabronić pokazywania go w mediach, w trakcie wykonywania praktyk religijnych. Jeżeli ci, którzy to rozumieją nie zjednoczą wysiłków w obronie liberalnej demokracji to będziemy za to płacić coraz większą cenę. Aż do katastrofy. Nie tylko ekonomicznej. Jest to szantaż ze strony KK, który liczy na kompromis w interesującym go zakresie. KOD nie może zgodzić się na to. Ale tzw. opozycja?
    Dlatego moja konkluzja jest bardzo pesymistyczna. Czeka nas perspektywa przeobrażenia się w ekskluzywny klub mniejszości walczącej o mało czytelne dla ogółu racje. Potem to już tylko krok do emigracji wewnętrznej. Przepraszam za ten defetystyczny komentarz.

Odpowiedz na „PaWełCancel Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Menu
Scroll Up