Niekończąca się opowieść o Smoleńsku

Jeśli myśleliście, że temat katastrofy smoleńskiej będzie się przywoływać jedynie około dziesiątego każdego miesiąca, to byliście w błędzie. Przychodzi kolejna odsłona tego przydługiego spektaklu. Tym razem nie chodzi o grono specjalistów w ogólnym tego słowa znaczeniu, debatujących w realiach myślenia życzeniowego, lecz o ekshumację ofiar, aby w końcu znaleźć ślady rosyjskiego trotylu.

Zbigniew Wolski

Prokuratura Krajowa nie daje za wygraną. Stara się jak może, aby udowodnić mityczną wersję katastrofy smoleńskiej, propagowaną na przykład przez Antoniego Macierewicza. Jednak pomimo starań sprawy idą w złym kierunku. Przełomu jak nie było widać, tak dalej nie widać. Co prawda mądre głowy znowu ostatnio debatują o katastrofie, ale coraz bardziej jest to powieściopisarstwo bez oparcia na najmniejszych faktach. Ponoć kosztuje to krocie, ale przecież nikt nie powiedział, że będzie tanio. Urzeczywistnienie marzeń i mitów musi kosztować, a przy okazji można wspomóc jednego czy drugiego stronnika politycznego, co jak wiadomo stało się modne wśród środowisk rządowych. Jeśli przy kosztach jesteśmy, to należy także wspomnieć, że powrót do katastrofy spowodował kolejną falę roszczeń wśród rodzin jej ofiar. Tym razem narzekać będą towarzystwa ubezpieczeniowe.

Prokuratura postanowiła ekshumować wszystkie ofiary katastrofy smoleńskiej, bo prokuratorzy doszukali się błędów i zaniechań w pracach swoich poprzedników sprzed kilku lat. Teraz przyszedł czas na rozwianie wszelkich wątpliwości. W zamyśle prokuratorów ponowna sekcja zwłok miała dotyczyć wszystkich ofiar. Niestety część rodzin już dziś oświadczyła, że nie zgadza się na wydobycie ciał dla szukania dowodów. W dodatku niektóre rodziny, zupełnie nie rozumiejąc intencji przyświecających prokuraturze, złożyły zażalenie na jej działania, wraz z wnioskami o zaniechanie działań wymierzonych w szczątki ich bliskich. Śledczy nie zawahają się, aby odgrzebać zwłoki pary prezydenckiej, więc rodziny czeka długa przeprawa.

Można próbować pisać lekko o sprawach wołających o pomstę do nieba, lecz jest to co najmniej trudne. Prokuratura ma obsesję szukania dowodów wystarczających na poparcie legendarnej tezy o zamachu. Jest więc skora do wszczynania najbardziej nieprawdopodobnych przedsięwzięć. Gdzieś po drodze porzucono zdrowy rozsądek, nie wspominając o szacunku dla zmarłych.

Prezes Kaczyński nie ma jednak innego wyjścia. Od lat co miesiąc przed pałacem prezydenckim oświadcza, że prawda wnet ujrzy światło dzienne. Chyba te zapewnienia zaczęły się nudzić jego wyznawcom. Dolał więc oliwy do ognia, wykorzystując ostatnią szansę na kolejne dowody, które będą mogli zinterpretować posłuszni jego woli „eksperci”. Podstawowym pomysłem jest tu odrzucanie wyników prac prawdziwych ekspertów na rzecz domniemań, na które reprezentanci dobrej zmiany sobie pozwalają, łamiąc granice przyzwoitości i zdrowego rozsądku.

  •  
  •  
  •  
  •