Krokodyle łzy nad Radomiem

Czerwiec 29, 2016 Jacek Sut

Znam Radom. Mieszkałem tam w latach 90. Cała rodzina mojej żony pochodzi albo z Radomia, albo z okolic. I powiem coś na temat tego miasta. Wspieranie go marszami, to kolejne dziwactwa, którymi usiłujemy „zaszpanować” ciemnemu ludowi wygrzewającemu się w cieple „słońca PiS-u”.

Jacek Sut

Przed 1976 rokiem Radom był zupełnie innym miastem. Dziś wraca do tamtej atmosfery, na Żeromskiego sporo się dzieje, ludzie chodzą deptakiem, przesiadują w kawiarniach, ale do XXI wieku było w mieście jedynie kilka „kuflotek” i strach był na ulicy po 19-tej. Po wydarzeniach 1976 roku nie wiem, czy intencjonalnie, czy po prostu po peerelowsku, wyniszczano tkankę mieszczańską Radomia. Wszak tam zbrojeniówka, więc mieszczaństwa, a szczególnie inteligencji, nie było trzeba.

Deptano więc Radom. Sypano podglebie pod „chciwą babę z Radomia”, „karków” i regularnych gangsterów, które to byty mnożyły się jak muchy na wysypisku. Moje próby zakończenia wieczoru spacerem do kawiarni opłacałem stresem i kończyłem szczęśliwie jedynie dlatego, że jako lokalny artysta znałem tego i owego na mieście, a tamten miał swoje znajomości. Do dziś wspominam wieczór w „Łaźni”, gdy umięśnieni dżentelmeni rozstawiani byli przez jednego malutkiego, któremu na tyle się spodobało moje poczucie humoru, że wrócił do mnie w towarzystwie dwóch piękności. W naiwności swojej myślałem, że mam z nimi porozmawiać, więc szybko się stleniły. Scena jak z „Nietykalnych” Scorsese.

Teraz – nagle – obchody radomskich wydarzeń wróciły na pierwsze strony czasopism i portali. KOD zamaszerował najlepiej jak potrafi, a potrafi. Moje pytanie jednak będzie przewrotne: ile spotkaliście tam chciwych bab z Radomia? Ilu sponiewieranych i pozwalnianych z „Łucznika” przyszło KOD oglądać? A przemysł garbarski? Radom stał bronią i skórą. Nic już prawie z tego nie ma. Zbrojeniówka przetrwała, ale w szczątkach i w trudnej walce. Garbarni właściwie już nie ma. Czasem u kogoś w domu spotkam narzędzie do wycinania dziur w skórze pod nity i okazuje się, że pan domu lub jego ojciec (lub obaj) żyli kiedyś z pracy w garbarni. Przez lata mojego mieszkania w Radomiu jedyną refleksją nad ’76 było to, że wyludniło się centrum, bo popadały zakłady kuśnierskie i kawiarnie. Męczeństwo? Kto się pchał do bitki, ten dostał – proste. Nie ma co rozpaczać, bo sytuacja była klarowna: tu my – tam oni.

Prawdziwemu Radomiowi marsz jest po nic. Grzeją się przy nim szczątki elit, lecz większe znaczenie ma on dla Polski niż dla samego Radomia. Radom potrzebuje pracy i chleba. Potrafimy pomóc im to osiągnąć? Bo jeśli tylko pomaszerujemy znowu pięknie, to na wynik wyborczy nie ma prawa się to przełożyć. Oni mają gdzieś sztandary i kto kogo wyprzedzi w pielgrzymce do pomnika. Przyjdą jakiekolwiek wybory i zagłosują za 500+, a nie za jakąś kolejną pompatyczną tromtadracją patriotyczną wywołaną przez „elyty”, które tylko przez chwilę były z nimi razem.

 

  1. Dziwaczne to co pan pisze z taką łatwością pan ocenia nie mieszkając tu ?
    Ja tu mieszkam, ja tu żyję i mnie pan odmawia uczczenia pamięci o naszych (a w zasadzie moich – nie pańskich) wydarzeniach w Radomiu ?
    Przeczytałem ten tekst i nie mam bladego pojęcia po co on powstał i czemu ma służyć. Przyjedź pan do Radomia, siądziemy i pogadamy.
    Póki co ta “ocena” tego co tu w Radomiu robimy – jest typową oceną “emigranta” który wiedzę swoją bierze z magla lub mediów “narodowych”.

  2. Może i racja. Może. Wyjechałem pod koniec lat 90-tych. W 2004 realizowałem progam dla tv w Radomiu. Wpadam tam sporadycznie do dziś. Mam nadzieję, że się mylę w ocenie potrzeb dziesiejszego Radomia, ale niepokojąco on mi przypomina Łódź, w której także sporo lat przemieszkałem. Jest odbiciem tkanki społecznej Łodzi w mikroskali. I nie są to jedyne dwa takie miasta w Polsce. Musimy zreorganizować nasze myślenie o Polsce. Zmieniać narrację – kierując ją do tych, którzy troszczą się WYŁĄCZNIE o byt, dla których 500 zeta do ręki na raz jest szokującym doznaniem. A przecież sporo wnisoków jeszcze nie rozpatrzono i kiedy się je rozpatrzy rodziny będą dostawały z wyrównaniem od kwietnia. Wielodzietnym rodzinom JEDNORAZOWO wpadnie do kieszeni po kilka tysięcy złotych. Jaki marsz ma być przeciwwagą lub choćby ostrzeżeniem.
    Radom dla mnie był zawsze miastem porzuconym. Wykorzystanym i zostawionym samemu sobie. Podkreśłam, że nie mieszkam tam już sporo czasu, ale nadal mam tam wielu przyjaciół. I też trochę rozmawiamy. Progres ostatniej dekady jest potężny. Tylko, że dotyczy on kurczącej się niestety warstwy inteligenckiej, grona całkiem niezłych artystów i animatorów kultury, zapewne urbanistów i co światlejszych mieszkańców. Dokładnie jak w Łodzi. Miasta sprzeczności wymagają uwagi dwa razy więcej. O tym chciałem napisać. Że działając w ten sam sposób będziemy osiągali mniej więcej to samo. A PiS szybuje w sondażach w górę.

  3. Marsz był dla pana bardziej “jaskrawy” i widoczny, ale zapewniam że działamy na różnych płaszczyznach. Marsz był dla nas ważny bo chcieliśmy przypomnieć Polsce o tych wydarzeniach. Ale zapewniam że mamy w Radomiu wiele pracy do zrobienia a taki tekst jak pański – podcina skrzydła.
    Radom to miasto dumne i nigdy się nie poddało.
    Zapraszam na spotkanie z radomskimi KODerami… może pan zmieni swój obraz o naszym mieście.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Menu
Scroll Up