Korepetycje z historii najnowszej „Droga do Wolności”

Dość absurdów
Lipiec 21, 2016 Grażyna Olewniczak

Co wiemy o tym, co wydarzyło się choćby 40 lat temu? Jedni powiedzą, że było to niedawno, ale nie pamiętają, w podręcznikach do historii tego się nie znajdzie, bo nie jest opisane. Zainteresowani mogą sięgnąć do ówczesnej prasy, a leniwi zajrzeć do Internetu. Znajdą tam relacje i opisy, ale pewnie trudno będzie im sobie wyobrazić Polskę szarą i nie mającą tak naprawdę nic wspólnego z tym, co pokazywał Stanisław Bareja w swoich filmach. „Klawiszujące” płyty chodnikowe, większość z szarymi twarzami i w szarych ubraniach, z ekranu telewizora Edward Gierek, który na wiecach zapewniał o jedności robotników z jedną partią, czyli PZPR, a tłum robotników odpowiadał na „Pomożecie? – Pomożemy”.

Grażyna Olewniczak

Przeszłość tak bliska, a jednocześnie tak daleka. Oto cykl, w którym o tej „Drodze do Wolności” opowiedzą jej uczestnicy, Ci, którym zawdzięczamy tę wolność, Ci, którzy pomagali, uczyli, działali – wtedy bezimiennie, ale dziś – bezimienni być nie powinni. Odbądźmy korepetycje z czterech lat. Od czerwca 1976 roku do sierpnia 1980.

Droga do Wolności… Można powiedzieć, że zaczęła się w czerwcu 1976 roku od strajków w Ursusie, Płocku i Radomiu, ale atmosferę niezgody na to, co było rzeczywistością PRL-u, wyczuwało się już dużo wcześniej.

W 1975 roku podpisano akt końcowy Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE) w Helsinkach. W dokumencie uznano między innymi granice państw powstałe po II Wojnie Światowej. To dla PRL-u było bardzo istotne, a chodziło o naszą zachodnią granicę. Zapisano tam również passus o pokoju i pokojowym rozwiązywaniu konfliktów oraz coś bardzo ważnego z punktu widzenia tych, którzy w Polsce byli represjonowani za poglądy inne niż te obowiązujące. Państwa uczestniczące w Konferencji ustaliły, że będą szanować prawa człowieka i podstawowe wolności, włączając w to wolność myśli, sumienia, religii lub przekonań każdego, bez względu na różnicę rasy, płci, języka lub religii. To był powiew wolności, to był powiew nadziei.

To była jedna strona medalu, ale była i druga. Trzeba było ustabilizować tę wagę, która przechyliła się na korzyść zwykłych ludzi, nawet jeśli to nie było praktyką, a jedynie teorią. Pod koniec 1975 roku zaczęto nowelizować Konstytucję PRL-u. Socjalistyczny charakter Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, Polska Zjednoczona Partia Robotnicza jako „przewodnia siła polityczna społeczeństwa w budowie socjalizmu” oraz „nierozerwalna przyjaźń polsko-radziecka” – takie zmiany chciano wprowadzić w Konstytucji. To uruchomiło falę listów protestacyjnych. Ideę napisania listu otwartego wysunął Jan Olszewski podczas jednego ze spotkań opozycji demokratycznej. Tekst zredagował wspólnie z Jakubem Karpińskim i Jackiem Kuroniem. Po zebraniu podpisów, 5 grudnia 1975 roku Edward Lipiński złożył list w Kancelarii Sejmu. Sygnatariusze wykorzystali fakt, że polskie prawo zapewniało bezpieczeństwo autorom listów do władz państwowych. Niestety, list został zlekceważony przez władzę, ale zaraz po nowym roku, czyli po 1 stycznia 1976 roku zrobiło się o nim głośno, nawet w prasie zagranicznej. 9 stycznia kolejny list protestacyjny przesłał na ręce Marszałka Sejmu Episkopat Polski; 17 stycznia – prezesi Klubów Inteligencji Katolickiej i redaktorzy naczelni wydawnictw katolickich; 21 stycznia – intelektualiści przeciwni konstytucyjnemu zapisowi o wyróżnieniu stosunków Polski z ZSRR; 31 stycznia – przedstawiciele polskiego świata kultury. Niestety, listy te nie wpłynęły na decyzję władzy, choć nieco złagodzono wymowę tej nowelizacji. Edward Gierek na konferencji prasowej określił sygnatariuszy listów jako „zacietrzewionych antykomunistów i ślepych politycznie”.

Władza wyraźnie czuła, że obywatele uwalniają się spod jej kurateli. Listy były pierwszym tak licznym wystąpieniem polskiej inteligencji (nie tylko opozycyjnej) przeciwko polityce PZPR, zaprzeczającym propagandowej tezie o jednomyślności rządu i społeczeństwa. Teraz już partia wiedziała, że musi się w odpowiedni sposób zabezpieczyć przed protestami, kiedy będzie podejmować decyzje mało popularne dla społeczeństwa, a już planowano podwyżki żywności. Polska była zadłużona i trzeba było jakoś rozwiązywać bardzo niewygodną sytuację finansową, szczególnie wobec zachodnich wierzycieli. Władze planując podwyżki liczyły się z akcjami protestacyjnymi, dlatego już od wiosny 1976 roku w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i sztabach wojewódzkich MO trwały przygotowania do stłumienia ewentualnych strajków. Typowano, że zamieszki mogą wystąpić w Warszawie, Gdańsku, Szczecinie, Krakowie oraz na Śląsku. Plany te nie uwzględniały Radomia, do którego 25 czerwca 1976 roku skierowano jedynie 75 funkcjonariuszy ZOMO.

Już 23 czerwca w przeddzień wystąpienia premiera ówczesnego rządu, Piotra Jaroszewicza, podniesiono gotowość bojową jednostek podległych MSW, rozpoczynając tym samym właściwą fazę operacji „Lato 76”. Nikt nie spodziewał się protestów w Radomiu. W Ursusie i Płocku doszło 25 czerwca do pochodów i demonstracji, zakończonych starciami z MO, a w Radomiu – dramatycznymi walkami ulicznymi. Tam strajk rozpoczęli robotnicy Zakładów Metalowych im. gen. Waltera, którzy wyszli na ulicę, aby powiadomić o strajku inne zakłady i ruszyć pod gmach KW PZPR. Do protestu przyłączyły się załogi 25 najważniejszych zakładów miasta – ogółem około 17 tys. osób. W kulminacyjnym momencie na ulicach miasta demonstrowało około 20–25 tys. osób. Demonstranci nakłonili I sekretarza KW do przekazania do Warszawy żądania odwołania podwyżki. Po dwóch godzinach oczekiwania okazało się, że w budynku nie ma już przedstawicieli partii. Zostali oni ewakuowani przez funkcjonariuszy MO i SB. Tłum wtargnął do budynku i zaczął niszczyć wyposażenie, a przed godz. 15:00 gmach podpalono. Funkcjonujący w MSW sztab operacji „Lato 76” skierował do miasta oddziały ZOMO z Warszawy, Łodzi, Kielc i Lublina oraz słuchaczy Wyższej Szkoły Oficerskiej MO ze Szczytna. Doszło do gwałtownych walk ulicznych. W ich początkowej fazie w tragicznym wypadku zginęli dwaj demonstranci – Jan Łabęcki i Tadeusz Ząbecki – zabici przez rozpędzoną przyczepę wypełnioną betonowymi płytami, którą spychali w kierunku zbliżających się zomowców. Oprócz gmachu KW PZPR atakowano budynek KW MO i Urzędu Wojewódzkiego. Doszło do dewastacji sklepów i kradzieży. Oddziały milicji opanowały sytuację w mieście dopiero późnym wieczorem.

W Ursusie starcia trwały do godziny 21:30. Wszystko rozpoczęło się tam rano w Zakładach Mechanicznych Ursus, gdzie strajkowało 90 proc. załogi. Robotnicy słyszeli ze strony dyrekcji tylko wezwania do powrotu do pracy. Wyszli na pobliskie tory kolejowe łączące Warszawę z Łodzią, Poznaniem i Katowicami, aby poinformować innych mieszkańców Polski o strajku. Ponad tysiąc osób siedzących na torowisku tworzyło żywą zaporę i zatrzymywało pociągi. Aby na trwałe zablokować tory, po południu demonstranci próbowali przeciąć szyny palnikiem acetylenowym, a gdy to się nie udało rozkręcili je i w powstałą wyrwę zepchnęli lokomotywę. Interwencja milicji nastąpiła około 21:30, po wieczornym przemówieniu telewizyjnym Jaroszewicza, w którym premier odwołał podwyżkę – tłum wówczas stopniał do kilkuset osób. Starcie trwało kilkanaście minut, potem zaczęła się obława na demonstrantów. Kierownictwo partyjno-państwowe wzięło odwet na protestujących, zwłaszcza w Radomiu i Ursusie. Zatrzymanych przewożono do komend MO i aresztów, gdzie przechodzili przez tzw. ścieżki zdrowia – szpalery milicjantów bijących ludzi pałkami. W wielu przypadkach ofiarami brutalnego pobicia były także przypadkowe osoby: jedną z nich był Jan Brożyna, prawdopodobnie śmiertelnie pobity przez patrol MO. Inną śmiertelną ofiarą czerwcowych represji był ks. Roman Kotlarz z podradomskiej parafii Pelagów, który 25 czerwca przez przypadek znalazł się wśród demonstrantów, a później w czasie mszy modlił się w intencji robotników. I właśnie dlatego – niezależnie od nacisków administracyjnych – był nachodzony i brutalnie bity przez funkcjonariuszy SB, co prawdopodobnie było przyczyną jego śmierci.

Władze centralne postanowiły ukarać Radom. Janusz Prokopiuk – I sekretarz PZPR w Radomiu, w swoich wspomnieniach cytuje wypowiedzi Edwarda Gierka z dwóch rozmów telefonicznych: „Powiedzcie tym swoim Radomianom, że ja mam ich wszystkich w d**ie i te ich wszystkie działania też mam w d**ie. Zrobiliście taka rozróbę i chcecie, by to łagodnie traktować? To warchoły, ja im tego nie zapomnę”; „Radomianom trzeba powiedzieć jak ich oceniamy, jak wychowali swoje dzieci, jak szkodzą Polsce. Cała Polska ma do nich pretensje. Będziemy im to długo pamiętać, zostaną zwolnieni za łamanie elementarnych zasad godności robotnika PRL. W przyszłym tygodniu nastąpi pełne rozliczenie wszystkich uczestników warcholskich poczynań”.

I rzeczywiście. Zwolniono z pracy ponad 900 osób, w tym 300 z samego tylko „Waltera”. Pojawiały się wręcz abstrakcyjne pomysły, jak na przykład likwidacja zakładu i wystawienie tzw. wilczego biletu robotnikom, ograniczenie budownictwa mieszkaniowego czy obniżenie dostaw artykułów żywnościowych. Oczywiście były to tylko groźby niemożliwe do zrealizowania, ale nienawiść – jak najbardziej szczera i autentyczna. Zatrzymanych stawiano przed sądami i kolegiami, które nierzadko pokrywały się z pogwałceniem obowiązującego wówczas prawa. Odbyło się 25 procesów osób uznanych za „prowodyrów”. Ośmiu dostało wyroki od ośmiu do dziesięciu lat więzienia, jedenastu – pięciu do sześciu lat, a sześciu – dwóch do czterech lat. Ogłoszenie wyroków, wywołało burzę wśród opinii publicznej.

Tym wszystkim represjonowanym ludziom potrzebna była pomoc prawna i włączyli się w to znani opozycyjni prawnicy, którzy już wcześniej bronili „niepokornych”: Jan Olszewski, Tadeusz Grabiński, Stanisław Szczuka, Władysław Lis-Olszewski i Władysław Siła-Nowicki. W czasie pierwszych procesów robotników z Ursusa, w sądzie na warszawskim Lesznie zrodziła się idea pomocy rodzinom, bo przecież to te rodziny zostawały bez środków do życia, a dalej… Dalej spisywano relacje z przesłuchań i pobytów w więzieniu, które przesyłano w formie skarg do Prokuratora Generalnego PRL-u. Poszukiwano też tych, dla których protest był nie tylko związany z podwyżkami cen żywności. Poszukiwano tych, którzy chcieli działać na rzecz wolnej od represji Polski i tworzyć związki zawodowe, tym bardziej, że okazało się, iż PRL jest sygnatariuszem Konwencji o Związkach Zawodowych. We wrześniu 1976 roku założono Komitet Obrony Robotników i po raz pierwszy opozycja to byli zarówno inteligenci, jak i robotnicy. Po czerwcu 1976 roku przyszedł lipiec i sierpień roku 1980. Tak rozpoczęła się „Droga do Wolności”, „Droga do Solidarności”, „Droga do Demokracji”.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Menu
Scroll Up