Każda organizacja

Każda organizacja
Maj 10, 2016 KOD
Przemysław Wiszniewski

Każda organizacja, o ile nie jest bytem szerzącym hasła demagogiczne, staje przed dylematem, jak przyciągnąć możliwie dużo zwolenników, nie utraciwszy nic na jakości i spójności głoszonej przez siebie idei. Okazuje się, że dylemat ten wcale nie jest banalny – organizacja jest silna zarówno poparciem w liczbach, jak i wspomnianym tu zapleczem intelektualnym. Wszelako nie tak łatwo uchronić się przed skrajnościami: jedną z nich jest elitarność, od kiedy hasła są zrozumiałe i akceptowalne jedynie dla garstki koneserów, drugą jest egalitaryzm, kiedy w pogoni za popularnością dopuszczamy różne uproszczenia tych haseł. Przed podobnym dylematem staje KOD. Hasłem pryncypialnym jest obrona demokracji, wolności, konstytucji i europejskości, ale diabeł tkwi w szczegółach. Im bardziej nasze hasła uprościmy, tym do szerszego odbiorcy trafimy, a jednocześnie zgubimy te środowiska opiniotwórcze, które dbają o precyzję i piękno głoszonych haseł.

I już zaczęła się debata nad tożsamością KOD-u: czy jest ruchem elitarnym, czy egalitarnym? Niedawno Jacek Żakowski porównał KOD do Hamasu i wyszło mu, że KOD nie dorównuje jednak Hamasowi, bo jest zbyt elitarny. Tu próbowałem przeanalizować odległe skojarzenia Jacka Żakowskiego: “Żakowski – hamasowiec“. Wszelako Jacek Żakowski podzielił się z nami swoimi refleksjami jeszcze przed Marszem “Jesteśmy i będziemy w Europie”. A teraz jesteśmy po Marszu. Po Marszu, w którym uczestniczyły setki tysięcy obywateli. Wśród uczestników, niczym rodzynki w cieście, maszerowali także intelektualiści. Nic w tym dziwnego, przecież intelektualiści są dziś gremialnie w opozycji.

Oto swoimi przemyśleniami z imprezy podzielił się na Facebooku Jacek Dehnel:
Widać polskie demonstracje muszą być przaśne, widać inaczej się nie da. Wcześniej były jeszcze jakieś próby odróżnienia się od agresywnej retoryki PiSowskiej – dziś szedłem właściwie nieustannie zażenowany albo wściekły. I to nie tylko tym, że Platformy wszędzie było więcej, niż KODu, jej logo było wypisane większymi zgłoskami, a poseł Halicki jadący na – nomen omen – platformie wołał przez mikrofon, że pozdrawia Platformę i Nowoczesną, Nowoczesną i Platformę, po czym przypomniał sobie i dodał: „No i KOD też”. Nie, chodzi o hasła.
Tu i ówdzie jakieś inteligenckie jaskółki, pan z cytatem z Tischnera, pani niosąca wypisany na tekturze cytat z Johna Donne’a o tym, że nikt nie jest samotną wyspą i że komu bije dzwon… Ale poza tym albo infantylne zaczepki, albo rzeczy, od których prędzej bym się zapadł pod ziemię, niż je skandował. Jakieś fekalne wierszyki o tym, że lepiej zęby myć w klozecie niż mieć Ziobrę w internecie, porażająca mizeria, porażająca prowincjonalność, zupełne niezrozumienie tego, co się dzieje w Polsce i w Europie.
I żeby jeszcze wychodziła od pojedynczych demonstrantów. Ale nie. Organizatorzy wystawili na trasie kolumny z głośnikami, z których skandowali zapiewajłowie, schrypłym tonem akwizytorów Providenta witający Radom, witający Wałbrzych, witający Zieloną Górę, ale przede wszystkim skandujący te kretynizmy. Miarka się przebrała, kiedy pańcia w okularach KOD, istnych klapkach na oczy, fanatycznie skandowała „Precz z PiSlamem”, a tłum o tym PiSlamie powtarzał, powtarzał i powtarzał, PiSlam i PiSlam. Jak to ujął Piotr Tarczyński: “W dniu, w którym mieszkańcy największego miasta Europy Zachodniej wybrali na burmistrza muzułmanina, w czasie demonstracji, mającej być wyrazem przywiązania Polski do Europy i do zachodnich wartości, partyjno-KODowy zapiewajło drze się: >>Precz z PiSlamem!<<“. Zaraz weszliśmy w Nowy Świat i tam tłum radośnie pozdrawiał czołowego przeciwnika UE w Polsce, Romana Giertycha, bezwstydnie stojącego na balkonie pod transparentem „Fundacja Obrony Demokracji”. A to Polska właśnie.

Trudno dogodzić wszystkim środowiskom. Intelektualnie wyrobieni zawsze będą zwracać uwagę na niuanse i boleśnie odkrywać przepaść dzielącą ich od mniej intelektualnie wyrobionych. Wiecowanie ma bowiem to do siebie, że jest czynnością pełną rozmaitych pułapek, bo wiele odbywa się spontanicznie, w bolesnym spłaszczeniu znaczeń, bez rysunku światło-cieniowego. Pięknoduchem z pewnością nie po drodze z wiecującym tłumem. Jeśli w nim kroczą jednak, to winni przyjąć założenie, że nie będzie łatwo. Że napotkają różne zgrzyty, głupotę, brzydkie zapachy, etc.

Wielce krytyczne słowa Jacka Dehnela skomentował natomiast celnie Remigiusz Grzela, i niech ten jego komentarz posłuży i za mój:
Myślę, że wszyscy tu (albo prawie wszyscy) są zgodni co do tego, że hasło z Pislamem (sam nie słyszałem wczoraj jak i wiele osób, które to potwierdziło tu pisząc) jest szkodliwe i agresywne, zaś hasło o myciu zębów w klozecie niewłaściwe ale dopuszczalne, dla jednych śmieszne, dla innych nie. Podobnie jak i dla wielu machanie do Giertycha było żenujące, zwłaszcza, że pamiętamy jego poglądy i dawnych wyznawców, którzy wciąż szerzą tamte dawne hasła. Że on machał flaga z balkonu, no miał prawo. Ja mu nie machałem, wiele osób obok mnie również ale też i nie pokazywaliśmy mu “soczystego faka”. Dla mnie ta demonstracja była ważnym świętem, ale przede wszystkim instrumentem demokracji, z jakiego korzystam, bo wciąż jeszcze mamy do tego prawo. Myślę jednak, że styl w jaki Pan ubrał swój protest spowodował, że wiele osób napisało, że w marszach nie weźmie udziału, albo że manifestacja była zawłaszczona przez partie, czyli że była instrumentem nie demokracji a partyjnym. Przekonanych Pan nie przekonał, nieprzekonanych też nie, wyznawcy PIS mają wodę na młyn, który miele, aktywiści KOD sie nie obrażają i jakoś przeżyją porównania do Providenta zaś wiele osób uznało, że Pan nie rozumie dynamiki demonstracji i odkleił sie od rzeczywistości. Być może ton był zbyt złośliwy i szkoda, że pójdzie w “świat” (choć nie wiem, jaki), że taka wiocha była na tej demonstracji i ze obrażamy tak samo jak PIS. Powtórzę: ja hasła z Pislamem nie słyszałem. I wierzę wolontariuszce z KOD, że nie było go na kartce. Słyszałem za to miłe i często żartobliwe powitania. Grupę z dzielnicy Włochy powitano jako Włochów i było sympatycznie. I tu jedynie mój kamyk w Pana stronę, omal sie obraziłem na Pana za Pana dziennik, gdzie Pan opisuje udrękę dojazdu na Usypiskowa do WAB, sam mieszkam dużo dalej (i mam taką udrękę jadąc do Centrum), a także uznając mój codzienny i ulubiony park za nieszczęsny. Wtedy pomyślałem, jak różna jest perspektywa mieszkańca Centrum i “Włocha”. Być może również perspektywa stylu. Wolałbym, żeby wczorajszej demonstracji tak się nie oberwało, bo krzycząc mądrzej czy głupiej wszyscy szli w jednej sprawie a w masie zawsze jest ktoś, kto krzyknie zdanie za dużo.

Chyba wielkim nieobecnym naszej demonstracji, pomimo uczestnictwa w niej PSL-u, są wciąż mieszkańcy wsi. To co najmniej połowa narodu. Nasze manifestacje raczej przyciągają miastowych. Mieszkańcy wsi jeszcze nie wiedzą, że “Kaczyński rujnuje polską wieś“. Rozmawiałem niedawno z zaprzyjaźnionym mieszkańcem wsi. On nie widzi żadnego zagrożenia dla siebie, dał sobie natomiast wmówić, że istnieje zagrożenie wykupem polskiej ziemi przez obcych, i że inkryminowana ustawa położyła tamę temu niebezpieczeństwu. Nie widzi też sprzeczności między swoimi o tym przekonaniami a stwierdzeniem, że jego ziemia jest bardzo marnej klasy, więc właściwie nie podlega obrotowi, ale jeśli by się znalazł obcokrajowiec, który połaszczyłby się na te hektary, on służy uprawnieniami rolniczymi i może być słupem, wchodząc w jakiś spekulatywny układ. Dostrzega zatem pewną szansę w ustawie, która nas cofa do PRL-u, bo to waśnie wtedy można było i trzeba było rozmaite sprawy załatwić pod stołem. Dodam, że mój znajomy zadeklarował, iż nie wczytywał się dokładnie w treść pisowskiej ustawy. Jak Jacek Dehnel wytłumaczyłby rolnikowi jej sedno? Jakiego języka by użył? Literackiego, czy kolokwialnego? Trzeba sobie bowiem zdać sprawę, że już dziś posługujemy się trzema wariantami polszczyzny: literacką, potoczną średnią i potoczną niższą. Tę ostatnią z powodzeniem stosują tabloidy, mieszając krótkie komunikaty słowne kolorową czcionką z obrazkami. Tę środkową stosują telewizje i opery mydlane. Ta najwyższa ma zawężonego odbiorcę i dla większości jest niezrozumiała. Pisarzu, zejdźże na ziemię! Nie czas żałować róż, gdy płoną lasy!

Ryszard Petru wystąpił na wczorajszym naszym marszu “Jesteśmy i będziemy w Europie!” w koszulce z wielkim logo Komitetu Obrony Demokracji. Panie Przewodniczący Nowoczesnej, serdecznie Panu dziękuję za ten wymowny gest i kapitalny pomysł! Nic Pan nie stracił z własnej tożsamości, a jedynie dodatkowo zyskał w naszych oczach. KOD bowiem łączy, nie dzieli! Każdy KOD-er i KOD-erka może być jednocześnie członkiem jakiejkolwiek partii opozycyjnej, i na odwrót: każdy członek partii może być jednocześnie KOD-erem. I tę ideę właśnie Ryszard Petru pokazał wczoraj symbolicznie swoim ubiorem.
Akurat ja nigdy do żadnej partii nie należałem, nie należę i należeć nie będę, ale wcale mi nie przeszkadza, jeśli ktoś należy. Wręcz przeciwnie, uważam, że KOD-erzy powinni zasilać szeregi partii, żeby podnosić ich jakość intelektualną. Dodam, że jestem lewakiem, więc do partii Ryszarda Petru stosunkowo mi daleko, ale dziś w obliczu naszego ogólnonarodowego dramatu różnice programowe tracą jakiekolwiek znaczenie. Dziś musimy kroczyć wspólnie i unikać rywalizacji.

Mówił o tym wszystkim zresztą Mateusz Kijowski powołując Koalicję “Wolność – Równość -Demokracja”, ja zatem tylko przypominam. Wielkie podziękowania dla przywódców wszystkich partii (i organizacji), którzy wczoraj uczestniczyli w Marszu, o którym prasa pisze, że okazał się frekwencyjnym sukcesem i był największą manifestacją obywatelską w powojennej Polsce.

Na koniec chciałbym szczególnie podziękować Adamowi Michnikowi, że również tam się osobiście pojawił. Jest dla mnie niedoścignionym mistrzem dziennikarstwa. Jego Gazeta Wyborcza wspiera KOD. Redaktorze, w pańskim towarzystwie musimy wygrać ze złą władzą!

 

  1. Wszystko to bardzo piękne, tyle że demokratycznymi metodami nie da się pokonać
    niedemokratycznego dyktatora.
    Tak czy siak sytuacja zmierza do odmowy obywatelskiej dla rządu, prezydenta i PiS.
    Oby się to skończyło Majdanem bez rozlewu krwi, gdyż dyktator jest natchniony
    i przekonany o konieczności wprowadzenia nowych porządków podobnych
    do tego co przyniósł stalinizm a potem PRL.

  2. Dla zrównoważenia defetestycznych utyskiwań Jacka Dehnela warto przytoczyć tutaj pozytywne komentarze innego uczestnika sobotniego marszu i zasłużonego weterana legendarnych masowych protestów Solidarności, Władysława Frasyniuka. Jak sam to opisał z rozjasnioną uśmiechem twarzą, czuł się po tym marszu odmłodzony. I to się liczy, a nie rozdzieranie szat i rozbieranie wszystkiego na czynniki pierwsze. Z tego nic się zbuduje.

  3. Niestety ciąży nad nami piętno, przekleństwo, bądź jest to wrodzona głupota, bądź kabotynizm, wynikający z chęci “popisania się”, bycia innym, zauważalnym i bardziej “inteligenckim”.
    Niestety nie wiem kim jest Pan Jacek Dehnel (może jestem zbyt mało “inteligencki”) i mało mnie to interesuje kim ten pan jest. Czytam prasę codzienną i tygodniki, ale nie przypominam sobie, aby jego nazwisko utkwiło mi w pamięci podczas czytania takich tytułów jak “Gazeta Wyborcza”, “Polityka”, bądź “Newsweek”. Zainteresowało mnie jednak spojrzenie na marsz z 7 maja z punktu widzenia “inteligenta”. Niestety nic z “inteligenckiego biadolenia” nie wynika, poza tym, że inteligent biadoli. Na biadoleniu się kończy i inteligent idzie spać z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku.
    Byłem na manifestacji. Nie przeszkadzały mi infantylne hasła i okrzyki, ponieważ nie to jest ważne. Nie o to chodzi Panie Dehnel! Jeżeli komuś jest niedobrze, gdyż hasło jest zbyt infantylne, niech weźmie odpowiednią ilość torebek ze sobą. Jeżeli Pan nie rozumie o co walczymy, używając nawet infantylnych metod, to jesteś Pan “kiep”.

    • Zgadzam się z AjAWas, byłam na marszu jak zwykle i jak zwykle niektóre hasła mi się nie podobały to ich nie skanowałam, ale przecież w takiej masie ludzi wszystko może się zdarzyć nie to jest ważne, zresztą wuwuzele hałasują i nie wszystko słychać a transparenty niezbyt stosowne świadczą o ludziach którzy je niosą, nie mam z tym problemu. Mnie natomiast martwi to, że lider największej partii jest taki jakiś ospały, jak nie na te czasy, już p. Ewa Kopacz chyba była by lepsza. Obecnie sytuacja wymaga bardziej energicznego działania, bardziej porywających wystąpień, owszem ma bardzo ładny uśmiech, ale znów, przecież nie o to chodzi, nie jesteśmy u cioci na imieninach.

  4. Niech pewną puentą komentarza Jacka Dehnala, będzie radosne wykorzystywanie jego wrażeń przez środowisko władzy, jako deprecjonujące marsze jako takie.Przykładem może być p. Brudziński w programie “Kawa na ławę”. Oczywiście że wiele rzeczy może nam się nie podobać. Przynależność partyjna uczestników, hasła, slogany etc. To znak że jeśli można to zrobić lepiej to powinniśmy wziąć sprawy w swoje ręce. Pan Jacek może na następnym marszu przyjąć rolę animatora. Pomoc w uszlachetnianiu naszych starań o powrót do państwa prawa przyjmiemy z otwartymi rękami. Na usprawiedliwienie zastanej estetyki mogę jedynie powiedzieć że wciąż się uczymy jako społeczeństwo form protestu. A w uczestnikach ( w nas) tyle dobra zmiana nagromadziła emocji, że zrozumiałe jest w moim mniemaniu traktowanie marszy jako wentylu bezpieczeństwa i odreagowywaniu naszej bezsilności.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Menu
Scroll Up