Ja ci, k…, dam Belmonda! - KOD Komitet Obrony Demokracji
Komitet Obrony Demokracji, KOD
Komitet Obrony Demokracji, KOD
11030
post-template-default,single,single-post,postid-11030,single-format-standard,eltd-cpt-2.4,ajax_fade,page_not_loaded,,moose-ver-3.6, vertical_menu_with_scroll,smooth_scroll,fade_push_text_right,transparent_content,grid_1300,blog_installed,wpb-js-composer js-comp-ver-7.1,vc_responsive
 

Ja ci, k…, dam Belmonda!

Misja Zbigniewa Ziobry, którego nie wiem jak tytułować, bowiem jest prokuratorem i posłem jednocześnie, a ponoć tych funkcji łączyć nie można, przypomina mi działania pijanego czekisty. Wszystko mu wolno, za nic nie odpowiada, a władzę nad innymi realizuje i demonstruje odbierając albo niszcząc innym wszystko, co cenią i na czym im zależy. Tylko z tego powodu, że to dla nich istotne.

Jacek Sut

Wpisuje się to w całą mechanikę „dobrej zmiany”. Napędzana osobistą frustracją posła Kaczyńskiego wielokierunkowa zemsta na przeciwnikach politycznych, autorytetach i narodzie wypełnia się dewastacją każdego, zauważonego przez władzę, elementu stabilnej i sprawnej struktury państwa. Z definicji po pierwsze nic, co było przed PiS nie mogło działać właściwie. Wszak przejęli Polskę w ruinie. Zgodnie z logiką czekisty zatem, to, co działało, działało z powodów podejrzanych i wrogich pobudek lub zwyczajnie było przykrywką dla zdrady. Tyle kupuje „ciemny lud”. Po drugie, cyniczne i świadome karmienie resentymentów świetnie się nowej władzy przysługuje, rewelacyjnie się też udaje, co by wskazywało na doskonałe wyczucie apetytów miernoty lub wręcz ścisłe z nią utożsamienie obecnych władz.
Trudno zamknąć ludziom usta, jeszcze trudniej, a na pewno ryzykowniej, unieważnić ich biografie. PiS-owska wierchuszka, na czele z posłem K., jest absolutnie naga w oczach prawdziwej inteligencji, ludzi o szerokim światopoglądzie, obytych i światłych. Panowie Ziobro, Kaczyński, Brudziński, Błaszczak, Kuchciński oraz, co pikantniejsze, czołowe fajterki PiS-u biegają bez ubrania wymachując narządami w pornograficznym tańcu głupoty, chamstwa, arogancji, wściekłości i gwałtu. Jedynym sposobem na przerwanie tego spektaklu jest z perspektywy jego aktorów… pozbycie się widowni. Zastąpi się ją skorą do uciech i żądną orgii czernią. To mechanizm stary jak świat; miernota i żałość mają się dobrze, dopóki nie spotkają się z lustrem, bowiem w środku są świadome swojej małości, zawinionej ułomności i nikczemnych intencji. Sytuacja, w której obok nich istnieją ludzie, którzy ich widzą powoduje, że oni sami siebie ujrzeć mogą, co wprawia ich w przerażenie i dręczy ich skarlałe sumienia. Skrucha i mozolny marsz ku poprawie w pokorze nie wchodzą w grę. Trzeba usunąć, a najlepiej unieważnić, uczynić nieistniejącymi tych, którzy ich nagość widzą. To oczywiście w pierwszym rzędzie odwet za to, co mówią i jak się zachowują, ale w drugim chodzi o gwarancję dawaną „ludowi”, że cokolwiek uczyni, to nie spotka na swej drodze nikogo, przez kogo ujrzy prawdę o swoich czynach. W ten pokrętny sposób władza legitymizuje zło i chroni sumienia swych żołnierzy.
Roman Polański świetnie się do takiej operacji nadaje. Zna go cały świat, cenią go autorytety, nagradzają szacowne gremia, jego filmy oglądają setki milionów ludzi, zachwycając się i wzruszając. Chociaż Polański politycznie się nie wychylił, to zagraża czekistom z PiS-u już samym swoim istnieniem. Uwiera ich świadomość, że w oczach takiego człowieka są goli i brzydcy. Dewastuje ich myśl, że być może tacy są w istocie. Tłuką więc termometr, a lekarza wysyłają do sztolni. Dodatkowo jest to nośne medialnie, więc staje się słyszalnym dla współbraci w nagości sygnałem: „Wy jesteście solą, a jeśli macie wątpliwości, to pozbądźmy się wszystkich, którzy widzą, że jest inaczej i mogliby to głośno powiedzieć”.
Pod nóż już poszli wszyscy przywódcy solidarnościowego zrywu. Głównie dlatego, że żaden nie był w stanie potwierdzić wybitnej w nim roli braci K. Trzeba było ich więc unieważnić, wmówić „ludowi”, że wszystko się mu tylko wydawało. A skoro tak, to po historii zostaje puste miejsce, które bezkarnie można wypełnić na nowo. Bezpardonowe ataki na Krystynę Jandę, Macieja i Jerzego Stuhrów, profesorów, rektorów, sędziów, pisarzy, muzyków i każdego, kto nie wykonał upokarzającego, wiernopoddańczego gestu lub odrzucił (choćby najbłahszy) gest „przyjaźni” od nowej władzy mają na celu ich eliminację z życia, a przede wszystkim przestrzeni publicznej. Jeśli nie udaje się to fizycznie, bo wciąż grają, piszą, mówią i tworzą, jeśli nie udaje się przemienić ich w błaznów, to rozstawmy wokół nich cyrk. Dla niewtajemniczonych, cyrk to przenośny namiot. Można więc go rozpinać to tu, to tam. Zwijać w razie potrzeby i stawiać pod osłoną nocy znienacka. Najpierw stanął nad Trybunałem Konstytucyjnym, potem pojawił się w Janowie Podlaskim, teraz wisi nad prokuraturą. Wszędzie, gdzie się pojawia, w nawias brane są dotychczasowe reguły, bo rządzą lub podstawiają nogi clowni. Potem namiot znika, clowni nurkują w kulisach i pojawia się emisariusz siły naprawczej. Często z resztkami szminki na niedomytej twarzy.
Być może jednak prawda jest bardziej okrutna. Clownada Ziobry, który jedną ręką wypuszcza na wolność stadionowego bandytę, a drugą oskarżycielsko wskazuje na Polańskiego ma wytworzyć wrażenie, że „prawdziwi Polacy” (czyli wyłącznie ci, którzy popierają obecną władzę) mogą liczyć na przywileje, a były emigrant i Żyd ma się czego bać – choćby dlatego, że jest tym, kim jest. Wszystko to w myśl strategii (parafrazując powiedzenie prof. Staniszkis) ośmielania lumpiarstwa, które chętnie zakłada szaliki i wymachuje racami na faszystowskich wiecach. Władza nie musi siać strachu, wystarczy, że zezwoli na przemoc na ulicach i zainspiruje nagonkę na artystów i inteligencję. Już teraz Przemysław Wojcieszek próbując wystawić swoją najnowszą sztukę słyszy od dyrektorów teatrów bojaźliwe tłumaczenia, że nie mogą na to u siebie pozwolić, ponieważ nie dostaną pieniędzy na działalność, bo na spektaklu ktoś czymś rzuci w aktora, albo przyjdzie ONR i potłucze gabloty.
Próbujemy z obecną władzą rozmawiać kulturalnie, ale to tylko ją rozśmiesza. Wiedzą, że ostentacyjna, pornograficzna aberracja ludzi inteligentnych onieśmiela. Być może trzeba wdrożyć powiedzenie Jeana Paula Sartre’a: „Pogłaszcz chama, to cię kopnie, kopnij chama, to cię pogłaszcze” w życie?
Może trzeba zapowiedzieć ministrowi Ziobro, że jego czyny będą sądzone według reguł, które właśnie tworzy? Myślę, że to również go rozbawi, gdyż nikt z obecnej większości parlamentarnej nie zakłada oddania władzy dobrowolnie, a do otwartego konfliktu KOD przecież nie dopuści. Gawiedź się za to cieszy, gdy w cyrku gość w garniturze dostaje kopniaka, albo gdy sędzia dostaje tortem i to jej rekompensuje ewentualne niedogodności oraz dostarcza grupowego rechotu.
Kiedy się ockną nie będą mieli do kogo się zwrócić, bo prawdziwe autorytety będą ośmieszone, a fałszywe na pasku władzy; pojawią się pretensje i żale. Tymi uczuciami będzie można manipulować jeszcze skuteczniej niż mściwą satysfakcją z maczania w smole i pierzu. Właśnie do tego potrzebny jest cały ten cyrk z Polańskim, Arabskim, Sikorskim i Applebaum, Wałęsą i rocznicą Okrągłego Stołu, którą prezydent spędza za granicą. Obecnie rządzący są jak ginekolog z dowcipu o pani, która chciała mieć dziecko „z probówki” i wyraziła życzenie, by był to koniecznie chłopiec, w dodatku podobny do Belmonda. Ginekolog wszystko spisał, pacjentkę uśpił, a potem rozpinając spodnie rzekł: „Ja ci, k…, dam Belmonda!” W tej analogii tą panią są wyborcy PiS, ginekologiem PiS, a Belmonda nikt już nie pamięta.