Dzisiaj też – nie może nam być wszystko jedno

Piotr Polmański

Krótko przed rozpoczęciem obrad „Okrągłego Stołu”, w których brałem udział w pracach Podzespołu ds. Górnictwa, odpiąłem opornik zapięty w klapie marynarki i schowałem do szuflady. Uznałem wówczas, podobnie jak miliony Polaków i tysiące opozycjonistów oraz działaczy Solidarności, że w Polsce dokonują się rzeczy wielkie, a człowiek miał poczucie, że uczestniczy w tworzeniu czegoś niezwykłego. Jeszcze nie byliśmy pewni, że rozpoczynamy proces ustrojowej transformacji i budowania demokratycznego państwa prawa, obywatelskiego społeczeństwa i gospodarki rynkowej. Ale czuliśmy, że idziemy drogą, na której gdzieś na końcu widnieje tabliczka z napisem „wolność”, choć pewności, że tam dojdziemy, nie było żadnej.

Po 26 latach od tamtych historycznych wydarzeń, nie sądziłem, nawet w snach, że sięgnę po ten opornik, jako symbol sprzeciwu i protestu raz jeszcze – dziś, w wolnej i demokratycznej Polsce. Piszę o tym nie dlatego, bym w jakimkolwiek stopniu porównywał, bo tego nie wolno czynić, dzisiejszą Polskę i to co się dziś dzieje, z tamtymi historycznymi i dramatycznymi wydarzeniami. To, co się wówczas wydarzyło, czyli obalenie systemu totalitarnego, dające początek budowania demokracji, z czego ogromna większość Polaków jest od lat dumna, a co także doceniła Europa i świat, to wielkie święto demokracji, które mocno zostało zakodowane w świadomości Polaków, zwłaszcza mojego pokolenia.

I teraz na tak ukształtowaną obywatelską świadomość nałożył się zaledwie tydzień nowych rządów, które ku zdumieniu i przerażeniu wielu, wprowadziły w konsternację i szok nawet tak odporne zwierzę polityczne jak ja. Odkurzyłem więc ten opornik, bo zagrożona została demokracja i państwo prawa, które ciężką harówą budowali Polacy przez ostatnie ćwierć wieku. Zamach na Trybunał Konstytucyjny, ułaskawienie głównego funkcjonariusza IV RP, czy odwołanie pod osłoną nocy szefów służb specjalnych, to wbrew obietnicom wyborczym, żadne wprowadzenie „pakietu demokratycznego”, ani żadna dobra zmiana. To jest raczej dosłownie nocna zmiana, która dewastuje demokrację, podważa trójpodział władzy i niezawisłość sędziów, łamie procedury legislacyjne i kwestionuje konstytucyjną zasadę demokratycznego państwa prawa.

W tak dramatycznej bez wątpienia sytuacji rodzi się pytanie, jak być dobrą i skuteczną opozycją? W jaki sposób opozycja, także ta poza parlamentarna, ma odpowiedzieć na dzisiejsze poniewieranie wartości państwa prawa i demokratycznych zasad? Jak ma zorganizować się, bo taka konieczność wynika ze stopnia zagrożenia, ta ogromna większość Polaków, która nie wybierała nowej władzy, a która nie chce Polski zamykającej się na myślących inaczej, niż każe władza? Szukanie właściwej odpowiedzi w sytuacji realnego zagrożenia demokracji jest dziś kwestią zasadniczą. Na to ostatnie pytanie w jakiejś mierze odpowiada Komitet Obrony Demokracji, który przed kilkoma dniami powołaliśmy do życia. To forma swoistego obywatelskiego nieposłuszeństwa wobec łamania prawa, zasad demokratycznych, podlanych sosem zamordyzmu, czy „demokratycznej” dyktatury. Przed 26 laty, nam Polakom się udało dlatego, że nigdy nie było nam wszystko jedno. Dziś w obliczu poważnego zagrożenia demokracji, też nie może nam być wszystko jedno. Nie możemy pozwolić, aby zmarnowano wysiłek milionów Polaków i cofnięto Polskę z drogi ustrojowej transformacji, z drogi dobrej zmiany, na którą weszliśmy przed laty. Jesteśmy to winni historii i odpowiedzialni przed przyszłymi pokoleniami.

 

  •  
  •  
  •  
  •