Dziennikarz, czyli kto?

Parę słów o lojalności
Czerwiec 9, 2016 KOD

We wspaniałej powieści Macieja Hena „Solfatara”, która jest dziełem rekonstruującym pewien epizod historyczny z odległej przeszłości naszego kontynentu, i która właśnie zdobyła nagrodę Warszawskiej Premiery Literackiej, jednym z bohaterów narratorów jest dziennikarz, archetypiczny, bo to początki tego zawodu. Warto prześledzić jego poczynania, sądy i reakcje wobec rzeczywistości rewolucyjnej, aby lepiej zrozumieć istotę tego zawodu, czy też raczej swoistego powołania.

Przemysław Wiszniewski

Jak dziennikarz ów pragnie pozostać bezstronny i obserwować bieg wypadków z dystansu, pomimo że nieuchronnie jest wciągany w wir dramatycznych wydarzeń. Bo czym innym jest dziennikarstwo czasów stabilnych, a czym innym korespondencje z pierwszej linii frontu.

Otrę się o banał, ale wart napomknięcia, że przeciętny obywatel nie ma potrzeby ani możliwości obejrzenia sytuacji z perspektywy szerszej, aniżeli własna, a więc wycinkowa. Pomóc ma mu w tym dziennikarz, który szuka sposobów szerszego spojrzenia. Niekiedy znajduje właściwą metodę, a innym razem błądzi i manipuluje opinią czytelników, próbując własną równie wycinkową perspektywę prezentować jako tę uniwersalną. Zależnie od szczęśliwego zbiegu okoliczności, warsztatu i intuicji, czy też doświadczenia. W czasach stabilnych dodatkowo dziennikarz walczy o zainteresowanie odbiorców, ponieważ wieje nudą, natomiast w czasach niestabilnych jest aż za dużo sensacji, które wywołują nadmiar emocji wymagających wręcz studzenia.

Można, rzecz jasna, powtarzać sobie, że nic się takiego nie dzieje, że to sytuacja normalna i typowa, że owszem, jest jakiś konflikt czy też spór, ale niekoniecznie wystarczająco głęboki, by dziennikarz czuł się zobowiązany do rezygnacji ze swojej pozycji arbitra będącego ponad całym tym bałaganem. Dziennikarz taki pozostaje postacią posągową, która nie chce się opowiedzieć po żadnej ze stron i ma poczucie komfortu, że nie wpływa na rzeczywistość, bo nie taka jest jego misja, tylko ją opisuje. Obiektywnie, jak fotoreporter, który fotografuje umierające ofiary ostrzału, lecz nie próbuje udzielić im pierwszej pomocy.

Ewa Wanat została w trybie rewolucyjnym wyrzucona ze swojego miejsca pracy, podobnie jak rzesze dziennikarzy, którzy nie chcieli się opowiedzieć za „dobrą zmianą“ Jarosława Kaczyńskiego, a nawet gdyby chcieli, to i tak nie mieliby szans, bo PiS musiało zwolnić miejsca pracy dla tzw. „dziennikarzy niepokornych“, którzy z definicji zrobiliby i robią to lepiej. KOD zorganizował manifestację na Placu Powstańców, podczas której Ewa Wanat występowała w otoczeniu innych przedstawicieli środowiska dziennikarskiego. Wzywała do bojkotu telewizji reżimowej przez gości, przez publiczność i przez samych pracowników, do dziennikarzy, by zastrajkowali . Chwilę potem założyła Medium Publiczne – niezależną rozgłośnię z bogatym zapleczem internetowym i zaprosiła do współpracy m.in. Rafała Betlejewskiego.

Rafał Betlejewski nie dowierza, że KOD nie jest partią polityczną, uważa, że jest, tylko udaje, że nie jest, ale to zasłona dymna, bo dla niego wszystko wskazuje na to, że jednak jest. Rafał jest ode mnie młodszy i jedyną znaną dla niego rzeczywistością jest ta, w której polityką zajmują się partie polityczne, dlatego wysmarował tekst zatytułowany „Nie widzę szansy, by Koduj24.pl było czymś więcej niż medium partyjnym”. Tymczasem ja pamiętam czasy reżimu komunistycznego i prasę drugiego obiegu, bezdebitową, oraz Radio Wolna Europa, a potem Radio Solidarność, i te wszystkie media, wspierane przez dziennikarzy opozycyjnych, nie były przez nikogo traktowane jako media partyjne. Nikomu to w ogóle nie przyszło do głowy.

Wydaje się, że wszystko zależy od oceny sytuacji. Dla Ewy Wanat i Rafała Betlejewskiego czasy są analogiczne do tych z ubiegłego roku, więc jako dziennikarze czują się w obowiązku stronić od politycznego zaangażowania. Stawiają znak równości między zaangażowaniem politycznym a zaangażowaniem partyjnym, traktując KOD jako jedną z partii na scenie politycznej. Ich rolą zasadniczą jest zachowanie pięknego dystansu i samoobrona przed określeniem się, po czyjej są stronie konfliktu, bo sprowadzają go do konfliktu partyjnego „PiS – KOD”, insynuując, że KOD jest partią.

Dla innych dziennikarzy jednak konflikt jest inaczej zdefiniowany. Jest konfliktem „władza – społeczeństwo”, a KOD jest traktowany jako wyraziciel społecznych oczekiwań, bo jest ruchem obywatelskim, a nie partią polityczną, podobnie jak za komuny Solidarność (dopiero wiele lat później Krzaklewski ten potencjał zaanektował, powołując Akcję Wyborczą Solidarność). Dlatego sprzyjają nam i Jacek Żakowski, i Tomasz Lis, i Adam Michnik, i TVN, i wielu innych dziennikarzy. Niektórzy nam patronują, inni sekundują, jeszcze inni życzliwie krytykują i doradzają. Nie sprzyja nam, co zrozumiałe, telewizja reżimowa.

Ewa Wanat siebie wprawdzie stawia na pozycji nienagannej i idealnej, ale nas stawia w pozycji dwuznacznej. Pomiędzy wierszami daje się bowiem słyszeć zarzut, że zasadniczo niewiele się różnimy od quasi dziennikarzy reżimowych, tylko tym, że jesteśmy po drugiej stronie barykady. Szefowa Medium Publicznego broni tezy Betlejewskiego, że w istocie przestaliśmy być dziennikarzami, a staliśmy się rzecznikami partyjnymi („partii“ KOD). Trudno udowadniać, że nie jest się wielbłądem. Poza gorliwymi deklaracjami KOD-u nie znajdziemy niezbitego dowodu, że nie jest ani się nie przekształci w partię. Wierzymy w te zapewnienia, bo wykazujemy pewien poziom społecznego zaufania. I chcemy się angażować w tę działalność ze względu na dobro społeczne. KOD buduje własne media i od kiedy je buduje, Medium Publiczne zaczyna je traktować jako konkurencję dla siebie. I może w tym tkwi tajemnica ataków na nas?

  1. Po staroświecku: etyka najważniejsza, odpowiedzialność za słowo, komentarz, opinię, rzetelne informacje i sprawdzanie źródeł, nie ferowanie sądów, bo dziennikarz nie jest od sądzenia, tylko rzetelnego, obiektywnego przedstawienia stanu rzeczy, sytuacji itp. itd. Dziennikarz, czyli kto? Rzetelny, obiektywny informator. Wiem, wiem idealizm, ale piękny.

  2. Bezstronny dziennikarz dla KOD to dziennikarz KODu. A bezstronny dziennikarz dla PIS to dziennikarz PISu. Tyle w tym bezstronności co i nic.

  3. Zastanawiam się czy wśród Talibów mógłby zaistnieć ruch hippisów. To tak w kontekscie możliwości stworzenia jakiejkolwiek demokracji w Polsce przez Polaków. Prawdopodobleństwa wydają mi się zbliżone.
    Druga rzecz co mnie zastanawia, to czy można na przykład obrać kurs przeciwny do poprawnego i osiągnąć cel? No, jak chodzi o podróż, w pewnym sensie tak. Bo kierując się z Warszawy do Łodzi jakby iść na wschód to jednak doszłoby się, przez Rosję, Chiny, Amerykę, po obejściu równika. Na pewno jednak nikt jeszcze tego nie zrobił. Natomiast co do demokracji, to zastanawia mnie czy może istnieć demokracja czysto teoretyczna> To znaczy demokracja bez demokracji? Innymi słowy, czy gdyby chcieć dążyć do demokracji próbując narzucić ją siłą, albo działając całkowicie niedemokratycznie, albo działając za pomocą totalnego chaosu, pomylenia pojęć, rozbijania własnych poczynań o inne własne poczynania, obijając się bezwiednie o innych, to czy da się tak? Albo czy da się dojśc do jakiegoś mocno dopracowanego rezultatu poprzez bezładne, chaotyczne bieganie gdzie oczy poniosą, pełen luz i spontan, przy braku wysiłku, a zarazem schodząc do coraz niższych instynktów?
    Czy da się coś osiągnąć w kwestii demokracji tak, aby nie działać w ogóle demokratycznie ani rzeczywiście nie zmierzać do demokracji? Działac jedynie jako reakcja na kogoś tam? Czy demokracja może zaistnieć jedynie jako reakcja na jej brak? Albo czy zbiorowo można sobie wmówić że coś jest skoro tego nie ma? Albo że się coś robi skoro się nic nie robi? Bo w skali jednostki owszem tak. Ale zbiorowe halucynacje?
    Czy w Polsce dochodzi do zbiorowych halucynacji? A może to jest miłujcie nieprzyjaciół swoich jeżeli daje się temu z kim się walczy wszelki atuty i wielkim wysiłkiem wpycha mu się zwycięstwo w ręce? Na przykład jak feministki jawnie domagają się aborcji na życzenie, to czy one nie są najlepszymi przyjaciółkami PISu? Bo wtedy dają PISowi gwarancję zwycięstwa? Albo gdyby jednocześnie głosić że jest się wrogiem PISu i domagać się prawa do ludożerstwa, to byłby to doskonały sposób wspierania PISu.

  4. Krzysztof Łoziński says:

    Myślę że problem tkwi gdzie indziej. Uległa zatarciu granica między dziennikarstwem a publicystyką. Dziennikarstwo to teoretycznie czysta informacja i nic więcej. Bez komentowania. Komentowanie to już publicystyka, prezentacja własnego poglądu. Inna sprawa to pojmowanie obiektywizmu. Większość mediów, zwłaszcza telewizje, rozumie obiektywizm jako średnią między prawdą a kłamstwem lub miedzy wiedzą a ignorancją. Tymczasem obiektywizm to powinna być po prostu prawda. Problem jednak w tym, że ustalenie obiektywnej prawdy bywa niełatwe. Niemal zawsze znamy tylko część faktów i trudno nam się uwolnić od wpływu własnej wiedzy, lub jej braku. To trochę filozoficzne zagadnienie, czy prawda obiektywna w ogóle istnieje, jeżeli narzędzia jej badania, metoda badania i wiedza badającego wpływają na jej obraz.
    W praktyce wolność i obiektywizm mediów najlepiej realizuje się przez ich mnogość i różnorodność. Jeśli media zaczynają publikować jednolity obraz to nigdy nie jest on prawdziwy.

  5. A więc tego dziennikarstwa nie ma. Jest tylko tłumek propagandzistów, ludzi wynajętych aby cos wciskali czytelnikom. Według narzuconych schematów. Przy tym ma często miejsce udawane poszukiwanie prawdy, czyli wyartykułowany jakiś tok myślenia którego w rzeczywistości nie ma. Że wychodzę od A, nie wiem co dalej, badam,, i mogę dojść albo do B albo do C albo gdzie indziej. To sugeruje tekst. A na prawdę jest inaczej. Wychodzę od wniosku. Ma wyjść że jest C. Więc gdzie by tu dać założenie. A no zakładam że A. I teraz metoda. Muszę tak pisać żeby było że z A do C, ale jednocześnie tak, aby na początku było że jestem w A i szukam rozwiązania, że prowadzę badanie obarczone ryzykiem. Czyli że nie wiem (mimo że wiem) że chodzi mi o C. Więc niby przypuszczam że to może być B albo D albo co innego, stopniowo podaję argumenty że to jednak nie B i nie D i dochodzę do jedynie “Susznego” rozwiązania którym jest C. Co innego w intencjach rzeczywistych, co innego w przestrzeni realizacji werbalnej.

    • Krzysztof Łoziński says:

      Tym, o czym Pan pisze różni się pseudodziennikarstwo i pseudonauka od dziennikarstwa i nauki. W nauce i dziennikarstwie najpierw bada się fakty, następnie na ich podstawie stawia tezę, którą trzeba za pomocą faktów udowodnić, a na końcu sprawdzić, czy nasz wywód zgadza się z kolejnymi faktami. Jeżeli postępowanie jest odwrotne, najpierw teza, a później dobieranie do niej faktów, to mamy do czynienia z hoksztaplerką, a nie nauką, lub dziennikarstwem. Niestety często mamy do czynienia z publikacjami, w których autorzy głoszą tezy oparte na niczym, poza własnym przekonaniem. Maskowaniu tego często służy powoływanie się na bliżej nieokreślone źródła, np.: “powszechnie wiadomo”, “słyszałem że” itp. Zdanie: „Nie widzę szansy, by Koduj24.pl było czymś więcej niż medium partyjnym”, jest typowym poglądem bez dowodu, poglądem opartym na niczym. Na jasnowidztwie? Głoszenie z całą pewnością co będzie w przyszłości to typowa hoksztaplerka.

      • “Nie widzę szansy aby koduj24.pl było czymś więcej niż medium partyjnym” , “powszechnie wiadomo”, “Słyszałem że”. Nie, nie prawda, że to jakieś ludowe gusła tylko czy “hoksztaplerka”. Zyd tu górą nad Polakiem. Po prostu to tak silne wrażenie że tak jest z koduj24.pl, że trudno o tym nie powiedzieć. Teraz Polak lepszy od Żyda będzie. Myślenie w KOD nie za bardzo funkcjomuje. Nie ma analizy błędów, nie ma mediacji co do celów, co do metod, nie ma usiłowania wprowadzania demokracji NA PRAWDĘ. Jest tylko chęć pobiegania ulicami z banerami i słabymi hasełkami, bezładnie, po to tylko chyba aby stworzyć i umocnić nowego wodza czy partię. Myślenie na etapie wyjściowym jest proste i z czasem nie ulega wysublimowaniu, wykształceniu w coś lepszego. Ono pozostaje na poziomie czystych werbalizmów, możliwości jedynie odgryzienia się jeden drugiemu wewnątrz ale na zewnątrz nie ma nic poza pseudogorliwością. Niby neofici ale jeszcze ze “starym” wkładem silnym braku umiejętności działania, braku zaistnienia choćby potrzeby głębszego myślenia. Na zewnątrz KOD nie ma szans. Wewnątrz trzyma się siłą wzajemnego wygłaszania współgrających sloganów i hasełek. Tak można stworzyć co najwyżej partię typu wodzowskiego opartą na wodzach i wyznawcach. Nie ma prób zaprzęgnięcia intelektu. W ten sposób demokracji (której nie ma w Polsce wiec trudno bronić jej) zbudować się nie da. To wymagałoby o wiele bardziej abstrakcyjnego myślenia.

  6. Podobnie jest z KOD. KOD nie broni żadnej demokracji. Bo demokracji nie ma. Trudno bronić coś czego nie ma. Poza tym KOD nie wie co to demokracja. Trudno bronić nie wiadomo czego. KOD podaje za Bartoszewskim: demokracja czyli prawo do swobodnej wypowiedzi”. A to przecież wolność słowa jest, a nie demokracja. Czyli co innego się twierdzi a co innego jest faktem. Brak dbałości o formę, brak procesu nabywania doświadczenia, uczenia się na jakichś błędach. Błędów nie ma. Są tylko wyznawcy i to co im się świadomie imputuje, nie wierząc w to samemu. Cokolwiek można rzucić jako myśl, wyznawcy wszystko przyjmą za prawdziwą perłę. Bo wyznawcy nie mają myśleć ani się rozwijać. Oni mają klaskać, biegać, wznosić okrzyki, zabałaganiać. Wyznawać jakikolwiek wyimaginowany cel.

    • Bo demokracji nie ma. Trudno bronić coś czego nie ma. Poza tym KOD nie wie co to demokracja. Trudno bronić nie wiadomo czego.

      Rzeczywiście, pojęcie demokracja jest pojemne i wieloznaczne. Używając tego “skrótu myślowego”, można mieć kompletnie różne rzeczy na myśli i łatwo w dyskusji o nieporozumienia. W jakim znaczeniu używasz tego słowa?

  7. W takim znaczeniu należy mówić o demokracji jakie znaczenie posiada termin demokracja. Nie w innym. Nie w wieloznacznościach jakichś trzeba utonąć. Demos + kratos – tak to wygląda. Ze lud rządzi. A nie że swoboda wypowiedzi. Skoro to lud ma rządzić w demokracji, według definicji, to jakieś inne dodatki do terminu demokracja , one tylko są dodatkami. Nie ma tak aby dodatki eliminowały esenscję czegoś. Może być owszem kawa z mlekiem, z cukrem, z czym tam jeszcze. Ale nie ma kawy bez kawy. Gdzie nie ma kawy? W herbacie. Tak to jest. Więc nie żadne wieloznaczności bo to ściema. Demokracja to demokracja. Więc jak się broni “prawa do swobodnej wypowiedzi” to broni się wolności słowa. A nie demokracji. Bo istnieje wolność słowa bez demokracji. W POlsce nie ma demokracji i nigy jej nie było. Ale jest wolność słowa (no, poniekąd), bo wolno gadac co się chce. Mówię poniekąd, bo żeby była nawet tylko wolność słowa, to by trzeba jeszcze mieć co powiedzieć. Bo może być tylko wolność do pustego obrzucania się werbalizmami, do wybzdecania. Czyli do zalewu wszystkiego chłamem, chałą. Wtedy nie ma prawdziwego słowa, jest tylko bzdet. To by była wolność bzdetowania.
    Ale demokracja, to by trzeba walczyć o nią, ale może najpierw sam ze sobą by trzeba aby zrozumieć co to demokracja a później aby dojść do jakiejś metody walki, czy też wprowadzania demokracji. I następnie trzeba poszukać ludzi co są konkretni i chcą tego samego, czy też przekonać ludzi. Nie da się uprawiać demokracji samemu. Nie ma demokracji w więzieniu czy w odosobnieniu. Bo wtedy jak chodzi o jednostkę, to ona nie w demokracji może być albo tyranem albo podlegać tyranii. Albo jedno i drugie, jeżeli to jest tłum jednostek wyznawców ślepych czegoś to oni sami podlegają tyranii czegoś co wyznają ślepo. Bo nie chcą mieć wpływu a tylko chwalą tyrana bo nie wierzą że to tyran albo boją się gorszego od niego tyrana.
    Ale demokracja może dopiero dotyczyć co najmniej dwóch osób. Na przykład znana wszystkim w Polsce demokracja: koleżko, flaszka kosztuje 18 złotych, ale ja mam tylko 9. Jak ty masz 9, to byśmy się złożyli i wypijemy. Nie było kasy a jest, można wypić nie mając kasy na całość, nie kradnąc, uczciwie dokonać czegoś wspólnie. Na równych prawach. Przy równym wkładzie. Otrzymując równy zysk i dzieląc go sprawiedliwie po równo.

    • W takim znaczeniu należy mówić o demokracji jakie znaczenie posiada termin demokracja. Nie w innym. Nie w wieloznacznościach jakichś trzeba utonąć. Demos + kratos – tak to wygląda. Ze lud rządzi. A nie że swoboda wypowiedzi. Skoro to lud ma rządzić w demokracji, według definicji, to jakieś inne dodatki do terminu demokracja , one tylko są dodatkami. Nie ma tak aby dodatki eliminowały esenscję czegoś.

      Wybacz, nie wiedziałem, że dyskutuję z dzieckiem, a samochód, to takie coś, co robi brum, brum…

      Ale demokracja, to by trzeba walczyć o nią, ale może najpierw sam ze sobą by trzeba aby zrozumieć co to demokracja a później aby dojść do jakiejś metody walki, czy też wprowadzania demokracji.

      Szczerze zachęcam do sięgnięcia po literaturę fachową, która przybliży znaczenie i atrybuty pojęcia demokracja, bo inaczej, jak na załączonym obrazku, możemy tylko obalić jabola. 🙂

    • Pojęcie demokracja ginie wtedy gdy komuś na tym zależy. Póki nie pojawiają się dwie odmienne wersje jest ok. Bo nie ma dwóch wersji demokracji. Ktoś kto uważa że jest inaczej, myli się. Obecnie w Polsce toczy się spór o to pojęcie. Jedni twierdzą, że demokracja to władza ludu wyrażana bezpośrednio, czyli z pominięciem prawa i obyczaju budowanego wiele lat. Inni zaś uważają, że władza ludu owszem, pod warunkiem, że z zachowaniem zasad, które wcześniej przyjęliśmy co również stanowi o zaufaniu do nas w otoczeniu, do którego mięliśmy aspiracje przez dziesięciolecia. I tam znaleźliśmy się. Jesteśmy w Europie. I co? I nie potrafimy sprostać prostym wyzwaniom , jak chociażby wsparciu Europy w kryzysie emigracyjnym. Niszczymy relacje z sąsiadami i partnerami strategicznymi: Niemcy, Francja, USA, na rzecz krętacza węgierskiego i jego kolegi Putina. To jest problem, a nie, kto z kim jedzie do Radomia. To nie ma znaczenia. Nie można uważać,że jak ktoś się z kimś pokaże to z nim spiskuje i pewnie od razu ma z nim jakieś ciemne interesy. Przecież to brednie. Należy czytać to co się widzi i umieć odczytać sens tego co zostało wypowiedziane. Dokładnie wsłuchiwać się w to co ktoś mówi i przypadkiem nie wkładać mu do ust słów , których nie wypowiedział. Czy nie widzicie jak wszystko rozbija się właśnie o pierdoły, których jesteście odbiorcami i przekaźnikami ? Niedobrze się robi, gdy czyta się te ignoranckie i pogardliwe teksty, proste jak cep.

    • No i świetnie, że to napisałeś. Wkradł się błąd. cyt.” Demokracja to demokracja. Więc jak się broni prawa do swobodnej wypowiedzi to broni się wolności słowa. A nie demokracji”. To jest tylko pewien etap całego procesu myślowego. Formowanie wniosku zatem jest przedszkolnym błędem. Tzw. masło maślane. Ale to świetnie wpisuje się w całokształt dzisiejszej rozmowy polityków PiS ze społeczeństwem. Nie ma definicji, nie ma sensu logicznego. Jest za to hasło i emocje z nim związane. Jest spora grupa, która nie potrzebuje myślenia. Woli wręcz jak ktoś za nich pomyśli. To wygodne i pozornie bezpieczne. Cięgi tylko na tyłek trzeba później zbierać, za tych co tak dbali o swój naród. Obecnie w Polsce jest nurt takich co maja ochotę na parę klapsów od historii. Lubią chodzić w koszulkach ze znakiem Polski Walczącej, bo ktoś ich sprytnie wmanewrował w ten kontekst dziejowy, nie lubią UE, bo ta przecież ich ograbiła pod postacią wielu datków jakie dała, często też jeżdżą BMW, oczywiście te starsze modele, Ale do cytatu. Wolność słowa jest jednym z elementów demokracji. Brak wolności słowa zaczyna być jednym z syndromów upadku demokracji, gdyż w ten sposób zamyka się usta i wprowadza reżim. Jeśli więc nie łączysz demokracji z wolnością słowa to ja mam tylko jedno pytanie . Ile masz lat, jakie masz wykształcenie i jakie książki przeczytałeś ???? I jeszcze, skąd wzięła się w tobie potrzeba grafomańskiej błazenady internetowej ?

      • Nie, PIS ma definicje PISu i ich jedynosłuszności we wszystkim. Nie demokracji. Zresztą wszyscy inni zdają się rozumować podobnie. Demokrację można połączyć z wolnością słowa, nie wolno jej jednak zdefiniowac jako wolność słowa. Bo to nie prawda.
        Unia nie żyje z ograbiania innych i sienie nazajem ze wszystkiego. Gospodarka Unii czy nie tylko gospodarka, ale wszelkie przejawy zorganizowanego na wszelkie sposoby życia w Unii nie zachodzą poprzez wzajemne okradanie sie i wyłudzenia. Jak ktoś tam przebywał przez dłuzszy czas to wie. Jest różnie, ale tak widzenie Unii czy Zachodu w ogóle jako jedno pasmo zła i oszustw to jest groteskowe nieporozumienie.
        Brak wolności słowa owszem moze być syndromem dławienia demokracji, ale też wolność słowa to nie jest pojęcie tożsame demokracji. Demokracja to coś więcej niż wolność słowa. Demokracja naogół ma w sobie wolność słowa. Ale nieraz nie trzeba nic mówić i wtedy jest demokracja beż słów.

        • Nie otrzymałem odpowiedzi na żadne z zadanych pytań. Rozumiem, że w myśl zmiany tematu dostałem w zamian pseudofilozoficzny wywód, podlizujący się w części temu co napisałem, ze zmiękczeniem stanowiska w sprawie braku powiązania wolności słowa z demokracją, co wynikało z sensu wcześniejszej wypowiedzi nicnierobić . Dobrze, Dobrze. Po mału się uczymy. Ale odpowiedzi brak.

          • Na jakie pytania? Skąd się wzięła grafomańska..? i ile masz lat? czy ja cię obrażam? Demokracji chcesz bronić?
            Powiązanie wolności słowa z demokracją może być, owszem, ale nie znaczy to że są to pojęcia tożsame.
            Gdzie ja się podlizuję? Po co?
            Pomału się uczycie? Czasu wam zabraknie. To już kolejna tura tych co pomału się zaczynali uczyć i nie zdążyli. Tak padła Solidarność, tak padają inne tematy. Bo zawsze ktoś potrafił tylko spierać się z faktami.
            Nie ma demokracji bez myślenia. I bez prawdy. Jakoś inni też o was to samo jak zauważyłem uważają. Że oszołomy co lubią połazić z końca w koniec bez ładu i składu i powymachiwac transparentami. I kiełbaski poprzewracać. A zrobić można wiele jak się umie i się chce. A tu Kijowski, nawet informatyk (szok) i strona jest na WordPressie byle jak zrobiona i nawet źle się wyświetla na głównej i nawet nikt o tym u was nie wie bo nawet nie sprawdził, nie zadzwonił do kumpla w drugim końcu miasta: “ty, zobacz czy to dobrze się wyświetla”. Sam u siebie zobaczył że OK no i dobra. I ludzie wejdą tu i co, siano totalne. I tak ze wszystkim. Lecimy tu, lecimy. Lecimy tam, lecimy. A po co, kal, na co, z kim, co z tego ma być, nie ma nad czym się głowić. Kto by se głowe zawracał duperelami. A potem śmichu będzie co nie miara, jak już wcześniej z innymi było.

  8. Tak, jabol robi brum brum. A “demokracja” to prawi swobodnej wypowiedzi. Haha. No to wypowiadajcie się, kto zabrania. Nikt nie zabrania gadać i nie zamierza. Więc nie ma czego bronić skoro można gadać. A demokracja “fachowo” nie jest demokracją a czymś bardziej wysublimowanym, czyli strasznie skomplikowanym (bo fachowo) a to skomplikowanie ma spowodować wyrugowanie istoty i definicji. Definicja nie istnieje. Poprzez fachowość ona znikła. Pozostały tylko jakieś nabudowane dodatki fachowe. Jak za komuny było: przymiotnik niwelujący: socjalistyczny. Socjalistyczna praworządność = brak praworządności, socjalistyczny ład = bałagan. Podobnie tu. Fachowo demokracja to brak demokracji – co sie komu podoba. I wtedy jedzie sie razem z Kwaśniewskim do Radomia uczcić radomski czerwiec. Fachowo.

    • Jeśli widzi się tylko gadanie z kumplem pod klatką schodową, albo w najgorszym wypadku w szalecie publicznym, wtedy żadna wolność słowa nie jest potrzebna. A co jak zaczyna się zamykać usta dziennikarzom, mającym coś do powiedzenia ? To to samo?

    • Tak, jabol robi brum brum.
      Jak widać, niektórym tak.

      Demokrację się robi, praktycznie, demokracja to współdziałanie ludzi, zaczynając nie od poglądów na świat czy państwo, tylko od sposobów współdziałania ze sobą dwóch ludzi na równi żeby to dawało obydwu równe korzyści i żeby nie było wyrywania sobie wszystkiego nawzajem.
      No to chyba jesteśmy w domu – po prostu nie rozumiesz, co pojęcie “demokracja” oznacza i stąd takie wygibasy. Proponuję zapoznanie się z ogólną definicją, np. tutaj . Warto byś zapoznał się co to w ogóle jest “system polityczny” i z czym się to je. Jak na razie Twoje wywody, to dadaistyczny bełkot, z którym trudno polemizować.

      • Cały czas czytam tylko obelgi, niczym PISu. Ja te definicje znam co tam są napisane. I co z tego na teraz? Demokracje trzeba budować na prawdę a nie tylko poprzez reakcję na PIS. Nie istnieje jedynosłuszność we wszystkim. To tylko kościół sobie rości prawa do tego. I PIS. Ale też nie o sam pluralizm chodzi. Tylko o prawdziwą demokrację. Robioną z jakimś zamysłem, krok po kroku. Budowaną od zera, od samego dołu, ale budowanie a nie protesty na brak demokracji tylko. Mamy to od kościoła wpojone wszyscy że to co drugi mówi jest bełkotem a tylko co góra robi i mówi jest prawdą. Mamy zakodowane błędne myślenie do samej głębi. Tylko władza i pieniądze się liczą. Równość nie. Tylko podporządkowanie jeden drugiemu.

  9. Niekoniecznie tylko gadanie z kumplem. Nie że zaraz niepotrzebna. Po prostu nieraz nie trzeba gadać bo wszystko jasne. I nie gada się. Więc nie interesujesz sie wolnością gadania jeśli nie gadasz. A demokracja wtedy i tak może być. Demokracja to nie wieczne gadanie. A poza tym nie moge się tu doliczyć jednego długiego komenta, co wskazuje ze został wykasowany, czyli wolności słowa brak.

    Poza tym jeszcze wolność słowa niekoniecznie może być ograniczana z zewnątrz. Bałagan może uniemożliwiać wolność słowa, brak czegoś do powiedzenia to wtedy nie ma wolności słowa bo nie ma nic do powiedzenia.
    Wolność słowa jest jakaś potencjalna, przejawia się w dążeniu, zyskiwaniu możności powiedzenia czegoś bardziej trwałego. To nie tak, że: “Od dziś mamy wolność słowa, prosze, co kto chce to niech mówi, proszę mikrofon, co pan nam powie” “O k…wa !!!” No powiedzał, wyraził “wolność słowa, i zaraz trzeba zamknąć mikrofon bo sie nie da dalej.

  10. Komentarz do powyższego komentarza to jest. Mówisz, jeśli się widzi tylko…. a skąd taka konieczność widzenia tylko gadania z kumplem. Nie na gadaniu świat stoi. Tylko na robocie. Nieraz moze być juz dogadane i dalej nie ma co gadać żeby niepotrzebnie nie strzępić języka. Gadanie za dużo na nic. Dogadać i przestać w kółko gadać. Tylko robić. Bez gadania. I wtedy jest demokracja robiona a nie wygadywana.
    Komenta mi ktoś wykasował jednego i to zaciemnia.
    Wolnośc słowa można zamknąć od zewnątrz, powiedzieć : “Zakaz gadania”. A moża ją tłumić bezsensem. Czyli w koło bartek to samo, bzdety. Tak zwana “merytoryczność” róznych bzdetów. I w tych bzdetach tonie wolność słowa której się nie słyszy, nie rozumie, bo wkoło wszyscy wpadają w unisona z bzdeciarnią. Na bzdet reagują pozytywnie, przyzwyczajają się do tego co wcześniej usłyszeli, ze to niby dyskusja jest. Nic innego do nich nie trafia tylko to co znają, czyli bzdety. “Ja tylko te filmy lubię co na nich byłem”. Wtedy jest brak postępu. Bo znajdujemy się wenątrz tego tylko co było wczesniej. Pozorny ruch, pozorny dialog, pozorna wolność słowa. Nic nie zmieniająca, niczego nie tworząca, wygadanie się na próżno. I nikt w to nie wierzy i żyje zupełnie inaczej niż głosi. I wcale się tym rozdźwiękiem nie przejmuje.
    Demokrację się robi, praktycznie, demokracja to współdziałanie ludzi, zaczynając nie od poglądów na świat czy państwo, tylko od sposobów współdziałania ze sobą dwóch ludzi na równi żeby to dawało obydwu równe korzyści i żeby nie było wyrywania sobie wszystkiego nawzajem. I dalej ta demokracja może rozwijac się tak, że przybywa ludzi, precyzują sie cele, sposoby, zmniejsza ryzyko klapy przez to że coś jest bardziej doprecyzowane. Przez to że jest włożony intelekt a nie emocje. Prze to że jest coraz bardziej doświadczalnie, praktycznie sprawdzona, ujrzane i skonsumowane owoce, demokracja to zadanie wielowątkowe, złożone, a nie chęć wykrzyczenia sie. I dalej krzyczy się i krzyczy ale ludzie chaotycznie odbijaja się dalej od siebie niczym atomy w rozgrzanej cieczy. Uporządkowana, konkretna demokracja, a nie udawana, rozwalajaca.

  11. To kal, kiedy się bierzemy za robienie demokracji? Kiedy? Czy tylko będziemy “bronić czegoś niedookreślonego a na prawdę działac jak Kaczyński?

    • To kal, kiedy się bierzemy za robienie demokracji?

      A jak chcesz ją robić, na sztuki, hurtowo czy jako dzieło rzemieślnicze?

      Może jakiś konkret?

  12. No własnie. Najpierw musi zaistnieć idea, później namysł nad metodami, wzrost motywacji no i działanie. Ja pomysły mam. Trzeba tak zrobić, żeby coś robić na prawdę. Jakiś projekt robić i organizować to demokratycznie. Poszukać istniejących przykładów takiego działania aby nie wyważać drzwi do lasu. Żeby robić trzeba najpierw chcieć. Wymyśleć zadanie i dalej organizować go. Żeby to nie było byle co, byle jakie działanie, grillowanie czy tam bieganie z transparentami. Tylko coś bardziej inteligentnego. Jak już pod tematem dziennikarstwa, to coś z tego można przecież.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Menu
Scroll Up