DNA a nacjonalizm

Wrzesień 15, 2016 Przemysław Wiszniewski

Przeciętny obywatel, to kto taki? Rdzenny Polak, czy raczej typ mieszany? Jedno jest pewne: wynik badania DNA zrobiłby większe wrażenia na obywatelu o tendencjach nacjonalistycznych, niż na tym liberalnie podchodzącym do słowa „naród”. DNA bowiem potrafi wykazać nasze genealogiczne korzenie, niekoniecznie jednorodne, a właściwie z dużym prawdopodobieństwem niejednolite…

Przemysław Wiszniewski

Ostatnio YouTube został zawojowany przez film, w którym uczestnicy badania DNA deklarują, jakiej są narodowości, a następnie konfrontują swoje przekonania z wynikami badania. Przekonania, które okazują się bezpodstawnymi przypuszczeniami. Wszyscy badani mają przodków z rozmaitych krajów i kultur, których nigdy przedtem by się nie spodziewali. Okazuje się, że wynik badania DNA w zakresie ich genealogii wywołuje silny dysonans poznawczy.
Dwa lata temu miałem przyjemność wysłuchać prelekcji dr. Łukasza Maurycego Stanaszka w Żydowskim Instytucie Historycznym. Dr Stanaszek jest kierownikiem Pracowni Antropologicznej Państwowego Muzeum Archeologicznego przy ul. Długa 52 w Warszawie. Do ŻIH został zaproszony przez Dział Genealogii, który zajmuje się poszukiwaniem żydowskich korzeni osób, które się doń zgłoszą. Pokłosiem prelekcji było moje ułomne sprawozdanie: „Ile Żyda w Żydzie?”, ułomne z tej przyczyny, że materia wykładu nie jest łatwa do zrozumienia.
Od tej pory wiele się w kraju zdarzyło, zwłaszcza silny wzrost tendencji nacjonalistycznych, w sferze społecznej i politycznej. „Nigdy żaden kraj nie zbudował na długo silnego państwa w oparciu o ksenofobię i nacjonalizm. To może się wydawać kuszące, nawet na krótką metę dawać jakiś pozorny zastrzyk entuzjazmu. Ale po pewnym czasie zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy sami w świecie, który rozwija się znacznie szybciej dzięki otwartości. Powiedzmy sobie szczerze: dziś rynki są globalne, mały rynek Polski w oderwaniu od Unii Europejskiej nie znaczy praktycznie nic. Zatem patriotyzm wymaga od nas mądrości, a nie manifestowania niechęci, która zraża do nas innych” – podsumował niedawno Olgierd Świerzewski, koordynator projektu edukacyjnego „Przestrzeń Wolności – jakiej Polski chcemy”.

Dr Stanaszek nadal prowadzi badania DNA regionu Urzecza. Jest też kilka innych projektów, w tym główny „R1a Project”. Co jakiś czas prasa donosi o wynikach badań DNA Polaków: „Gen prawdziwego Polaka”, „1050 lat po chrzcie Polski. A przedtem? Lelek śpiewa do przedchrześcijańskich bogów”.

Jeśli do tzw. „prawdziwego Polaka”, nacjonalisty, nie trafiają argumenty humanistyczne i ideały równości oraz braterstwa, być może przekonałyby go argumenty empiryczne. Każdy obywatel przekonany o tym, że jest „czystej krwi” Polakiem powinien dla spokoju sumienia wykonać sobie takie badanie własnego DNA – zamiast pluć jadem nienawiści i pogardy do innych i obcych, plując własną śliną do próbówki w celu dostarczenia unikalnego materiału badawczego.
Inni, którzy zakładają wielokulturowość swoich korzeni też, rzecz jasna, mogą sobie zrobić badanie DNA, by się konkretnie dowiedzieć, skąd pochodzą, ale niekoniecznie, bo to i tak nie zmieni ich otwartego nastawienia do świata, do siebie nawzajem. Dobrze by było, gdyby na fali wzmożenia nacjonalistycznego w Polsce zapanowała moda na te niezbyt kosztowne i ogólnodostępne badania. Niech każdy się zbada, na ile ma faktyczne prawo uważać siebie za nieodrodnego reprezentanta „wielkiej Polski”, a na ile powinien co nieco spokornieć.
Można się domyślać, ile rozterek i strachu perspektywa zbadania własnej „polskości” wzbudzi u potencjalnych nosicieli „niezbyt rasowych” DNA… Czy wykażą się odwagą cywilną, czy stchórzą?

 

  1. Bolesław Chrobry – pół-Czech. Mieszko II Lambert – trzy ćwierci Czecha. Kazimierz Odnowiciel – głównie Niemiec, potem Czech, doprawiony Grekiem (Bizantyjskim). Bolesław i Władysław – pół Rusowie, Polskiego genu nie ma prawie wcale. Zbigniew przywróciłby nieco genetycznej polskości dynastii ale pokonany przez Bolesława Krzywoustego – podwęgrzonego-pół-Czecha, praktycznie nie-Polaka. Przy wywodzeniu Przemysła II i Łokietka po prostu wymiękam – z jednej strony Piastowie się krzyżowali między sobą, z drugiej: niemczyli się, węgrzyli, czesili i ruszczyli. Trzy ostatnie opcje szczególnie dotyczą Łokietka i jego syna, który był już tak zwęgrzony, że oddał Polskę w ręce Węgierskiego króla, który był jego najbliższym krewnym, chociaż wywodził się z Francuskiej dynastii. Ostatni “król” Polski z dynastii Piastów, czyli Jadwiga, dorzuciła jeszcze Bałkany do tego miksu. Paradoks polega na tym, że kiedy zupełnie niepolska dynastia Jagiellonów wygasła, to Panowie Szlachta wpadli na pomysł, żeby “Piasta” na tron zasadzić, przez co rozumieli opacznie “Prawdziwego Polaka”. Także historia stara jak świat. A także niezłe jaja biorąc pod uwagę, że ród Wiśniowieckich wywodził oficjalnie pochodzenie od Litwinów, a dziś już wiemy – na podstawie badań genetycznych, że byli to Rusini. Wszystko to jednak nie ma znaczenia, ponieważ w I RP etniczność i religia była mniej istotne niż przynależność do klasy społecznej i kultury szlacheckiej, zwanej później (o wesołości!) Sarmacką. Przypominam tutaj rzeczy oczywiste dla każdego, kto ma wykształcenie na poziomie co najmniej szkoły średniej, do których to osób Miłościwie Nam Panujący nie należą. Oni swój patriotyzm i maturę zakupili na tym samym jarmarku. PiS w ogólności to kulturowo obce homo sovieticus, wyznające koncepcję zaszczepioną im za młodu przez akolitów Stalina i do dzisiaj podtrzymywaną w podbitych krajach przez takich mędrców jak Putin czy Kadyrow – że narody są rasowo czyste i homogeniczne.

  2. Nie ma genu narodowości, ale pewne nacechowanie może przenosić się w genomie. Czyli pewne normy społeczno kulturowe z tym że w socjocybernetyce badacze doszli do wniosku, ze ani geny ani kultura nie definiują człowieka, gdyż jest współczynnik, który możemy przemnożyć i jest on przemienny więc oba są tak samo ważne.
    Potwierdzanie przynależności narodowej po przez podejście rasowe jest podejściem opartym na biologizmie, który wynikał w prostej linii z darwinizmu i był to proces, który ugruntował ideologię szowinistycznych Niemiec podczas II wojny światowej, dlatego bardzo niebezpieczny. Co do poczucia związanego z narodowością, to trzeba przede wszystkim dany naród poznać i zrozumieć, czym bardziej go poznamy i zrozumiemy tym bardziej będziemy się potrafili z nim utożsamiać, dlatego ważne jest, aby ludzi dobrze informować, aby wynikła tożsamość i poczucie bycia Polakiem, nie ważne czy czarnym czy żółtym jeśli ktoś czuje się Polakiem i zna polskie wartości to nim jest niezależnie od kontekstu biologicznego, który ma również znaczenie, ale nie jest decydujący. Tożsamość z czymś jest o tyle ważna, że jako system autonomiczny, nasz homeostat będzie bronił tego co jest z nami tożsame, więc i w obronie Polski będzie stał jako swojej własnej tożsamości.

  3. Anna Dołgolewska says:

    Ciekawy artykuł. Komentarz Adama dowcipny i bardzo pouczający, bo jednak nie, Adamie, nie każdy, kto skończył szkołę średnią, a nawet i studia, będzie znał drzewa genealogiczne królów polskich. Przeczytałam z ciekawością, ale na pewno nie zapamiętam. Świetnie, że nam to przypomniałeś. Komentarz “Polskiego Informatora Narodowego” ciekawy, ale tak bardzo roi się w nim od błędów interpunkcyjnych, że jego lektura jest drogą przez mękę…

    • Świetnie rozumiem, że można nie znać na pamięć jak nazywała się żona tego czy owego i skąd się wzięła, bo takie rzeczy na pamięć znają tylko specjaliści od danego okresu. Przeciętnemu śmiertelnikowi łatwo to jednak sprawdzić, jeśli czytaty i pisaty i w sposób elementarny potrafi obsłużyć komputer i internety. Wystarczy elementarna wiedza np. znać imiona i przydomki dosłownie kilku królów i już można sobie wszystko zrekonstruować. Dawniej trzeba było całymi dniami czytać książki, teraz można taką wiedzę uzyskać/odświeżyć/poszerzyć w kilka godzin. Pojęcia takie jak “prawo magdeburskie”, “kolonizacja/osadnictwo niemieckie” oraz “trójpolówka” były w programie edukacji na poziomie elementarnym i nadal tam są. A że podstawówka jest obligatoryjna, to każdy Polak z konieczności wie, że tysiąc lat temu zasiedlano Polskę emigrantami z Cesarstwa Niemieckiego i Flandrii (dzisiejsza Belgia), od których wywodzi się znacząca część współczesnej ludności niektórych regionów m.in. Podkarpacia. Oczywiście przez następne tysiąc lat pojawiło się jeszcze wiele innych wpływów, wliczając w to import afrykańskich niewolników z “rynku wtórnego”, którzy też w jakimś stopniu dołożyli się do puli genowej, o czym Polacy zasadniczo nie mają wielkiego pojęcia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Menu
Scroll Up