10 kwietnia oczami świadka - KOD Komitet Obrony Demokracji
Komitet Obrony Demokracji, KOD
Komitet Obrony Demokracji, KOD
12282
post-template-default,single,single-post,postid-12282,single-format-standard,eltd-cpt-2.4,ajax_fade,page_not_loaded,,moose-ver-3.6, vertical_menu_with_scroll,smooth_scroll,fade_push_text_right,transparent_content,grid_1300,blog_installed,wpb-js-composer js-comp-ver-7.1,vc_responsive
 

10 kwietnia oczami świadka

Media jak zwykle dały ciała na rocznicy smoleńskiej, a byłoby co pisać. Stary jestem, a równie groteskowej imprezy jeszcze w życiu nie widziałem…
Policji było zdecydowanie więcej, niż rocznicowych i antyrocznicowych demonstrantów-żałobników (choć godzi się dodać, że Obywateli RP licznie wsparli KOD-owcy z całej Polski, nawet z tak dalekiego Szczecina dotarł ich cały autobus pod wodzą Magdy Filis, byli też Wielkopolanie i pewnie jeszcze wielu, których nie udało mi się rozpoznać). Każda ulica wiodąca w stronę Krakowskiego Przedmieścia (Senatorska, Miodowa, Kozia, Trębacka, Ossolińskich, Tokarzewskiego-Karaszkiewicza) zablokowana przez potrójne i poczwórne szeregi policji. Mimo to ciągle gdzieś ktoś im przemykał na Krakowskie (Beata Geppert przez zaplecze kawiarni Literacka!) więc jak pisowcy kogoś rozpoznawali (jak Jarka Marciniaka z zarządu KOD, krzycząc: – Znamy Cię, jesteś zastępcą Kijowskiego! 🙂 ), to go policjanci siłą wyprowadzali za kordon.
W „eksterytorialnej” strefie między dwoma kordonami przy ruchomych schodach z Trasy WZ zapałętało się im trochę ludzi z obu stron. Pani sympatyzująca z PiS próbuje wybłagać na policjantach, by ją przepuścili pod Kolumnę Zygmunta, bo ona chce czcić. Nic z tego, Włączamy się z Ewą Borguńską w negocjacje i tłumaczymy, że ta Pani nie chce z nami, bo jesteśmy jej obcy ideowo, ale nie pomaga. Pani zdesperowana próbuje się siłą przebić przez podwójny kordon. Bez szans. Znów negocjujemy i pytamy, kto wydał taki bezduszny rozkaz, że wielbiciele Jarka nie mogą się do niego zbliżyć. Pada odpowiedź: – Proszę rozmawiać z rzecznikiem prasowym policji. Pytam: – To dziś w Polsce rządzi rzecznik prasowy? Milczenie… Pani mówi do Ewy: – Proszę się ode mnie odsunąć! Ale to nie z niechęci, bo nabiera rozpędu i znów próbuje się przebić siłowo, ale odbija się od kordonu, jak piłeczka…
Kwadrans później jakiś zwolennik PiS, wściekły na mój znaczek „PiS się kończy”, tłumaczy mi, że jest katolikiem, ale nie uznaje papieża Franciszka (bo to Antychryst – dorzuca jego kompan), a tylko papieża Benedykta. I że nienawidzi tych wszystkich odmieńców, pedałów, obcokrajowców. – To taki z Pana katolik? – pytam. – Owszem, taki. Prawdziwy! – słyszę wypowiedzianą z prawdziwą dumą odpowiedź. – Pan jest raczej sekciarzem – próbuję go zawstydzić, ale daremnie: – Nie, ci od Franciszka to sekta…
Chwilę później inny elegancki pan z żoną wykłada mi zbrodnie gen. Jaruzelskiego, ze szczególnym uwzględnieniem ofiar stanu wojennego. Pytam więc, co ma do powiedzenia wobec dziesięciokrotnie prawie liczniejszych ofiar zamachu majowego, na co replikuje, że tamte ofiary były w komplecie patriotyczne i słuszne, a te późniejsze – nie. Ktoś z boku dopowiada, ze trzeba wreszcie pozbyć się z Polski wszystkich komuchów i lewaków, co mój interlokutor przyjmuje z aplauzem. Ale kiedy pytam, czy wie, że Piłsudski też był socjalistą i „lewakiem” zarzuca mi „kolejne lewackie kłamstwo” i z godnością oddala się.
Kwadrans później na Miodowej widzę, że policja spisuje młodego chłopaka. Podchodzę i pytam go, dlaczego. – Spytałem ich, mówi, jak dojść na Bednarską, gdzie mieszkam, to odpowiedzieli, że ich zdaniem uczestniczyłem w przepychance z policją i muszą mnie spisać. A ja chcę tylko wrócić do domu…
 
Jacek Rakowiecki