Skąd się biorą dzieci?

Deklaracje, balony, ulotki – namiot KOD działa
Sierpień 23, 2016 Zbigniew Wolski

Na to ważne pytanie próbuje właśnie odpowiedzieć resort zdrowia, bezceremonialnie wkraczając do naszych łóżek i przy okazji zabierając nam jedną z najskuteczniejszych metod na pomoc w poczęciu dziecka, jakim jest in vitro.

Zbigniew Wolski

Minister Konstanty Radziwiłł zdawkowo oświadczył, że program in vitro zakończył się, nie dając szans na żadną dyskusję na ten temat. Rząd wie lepiej, jak może pomóc parom, które mają trudności z posiadaniem potomstwa, rusza Narodowy Program Prokreacyjny, w którym na początek nie podoba mi się jego nazwa. Dotychczas pary, które nie mogły doczekać się dzieci mogły liczyć na pomoc specjalistycznych klinik, gdzie z pomocą zapłodnienia pozaustrojowego zwiększała się znacznie ich szansa na pociechy. Takie wsparcie było współfinansowane do końca czerwca bieżącego roku, kto nie zdążył – jego strata. Otwiera to oczywiście nowe możliwości przed prywatną służbą zdrowia, ale przecież nie o to chodzi, by na dzieci było stać jedynie tych bardziej zamożnych. Resort zdrowia nie skomentował swojej decyzji, poprzestając zapewne na przeświadczeniu, że przecież i tak to nic nie zmieni. Nie znaleziono również poważnych argumentów naukowych mających wpływ na taką decyzję. Wynika z tego, że decyzja zawiera w sobie naleciałości ideologiczne, bo trudno je uznać za religijne. Kościół ma za złe lekarzom, że podczas stosowania metody in vitro nie rozróżniają płodów od komórek i stanowiska obu stronnictw zapewne nigdy się nie zbliżą. Nie podoba mi się, że wpływ poglądów ideologicznych jednych ludzi ma ważny wpływ na kształt rodziny drugich. Zabieranie zdesperowanym rodzicom kolejnej szansy jest nieuczciwe w pełnym tego słowa znaczeniu.

Oczywiście, rząd ma plan jak wyjść z patowej sytuacji, rozwiązaniem ma być Narodowy Program Prokreacyjny, o którym dość niewiele wiadomo, poza tym, że opierać się ma na naprotechnologii. W kraju ma powstać kilkanaście ośrodków reprezentujących program. Sama nazwa naprotechnologia kojarzyć się może bardziej z inżynierią lądową, niż ze zdrowiem, ale to już inna sprawa. Historia tej metody wspomagania dzietności sięga już kilkudziesięciu lat wstecz, jej twórcą i gorącym orędownikiem jest Thomas W. Hilgers. Wszystko zaczęło się w Stanach Zjednoczonych po wprowadzeniu w życie zmian w prawie ułatwiających dostęp do antykoncepcji i aborcji. Można powiedzieć, że naturalnym biegiem rzeczy takie zmiany spotkały się ze sprzeciwem środowisk chrześcijańskich, co sprawiło, że ruch stał się popularny i obecnie jest jednym z kilku głównych zajmujących się szeroko rozumianym planowaniem rodziny. Tak wrażliwy temat jak rodzina i posiadanie dzieci jest oczywiście dobrym tematem do długich dyskusji nad granicami interwencji medycyny w organizm człowieka. Trudno tu wykreślić wiarygodną granicę pomiędzy religią a medycyną, ponieważ każdy ma na ten temat swoje zdanie. Nie jest dobre również to, że w naszym kraju dość brutalnie ucina się dyskusję na rzecz nakazu urzędowego. Nie o to chodzi w tym zagadnieniu. Naprotechnologia swój sukces upatruje w monitorowaniu organizmu kobiety, na podstawie technik wspomagających obserwacje, obrazując najlepsze do zapłodnienia okresy czasu. Założeniem naczelnym jest ograniczenie inwazyjności we wspomaganiu płodności. Środowiska lekarskie określają odsetek par, którym taka forma może pomóc na pięćdziesiąt procent. Nasuwa się pytanie o pozostałą część.

Z punktu widzenia szydercy nasuwa się także pytanie o jedno z głównych założeń rodzinnych rządu, mianowicie zwiększenie przeciętnej dzietności u Polki. Może stwierdzenie to nie jest na miejscu, lecz wykreślenie jednej z metod zwiększenia dzietności, kłóci się z tymi założeniami. Widać ideologia znów wzięła górę nad pragmatyką.

Uszczelnienie procesu zwiększenia ilości dzieci w naszych rodzinach widać z zupełnie innej strony. Władza sądzi chyba, że jeśli już dziecko jest poczęte, to problem mamy z głowy i pozostaje czekać na rozwiązanie, jakim by ono nie było. Pani premier opowiedziała się przecież za całkowitym zakazem aborcji. To dość szorstkie traktowanie przyszłych matek, nie mówiąc już o możliwości wyboru przez nie: czy chcą urodzić dziecko z wadami wrodzonymi, które nie będzie w stanie samodzielnie egzystować i skazane będzie na cierpienia. Znów wkraczamy na grząski grunt pogranicza wiary i medycyny. Przy okazji kolejnych perturbacji z dobrym wyjaśnieniem złych rozwiązań rządu, pojawia się niczym bumerang temat aborcji, od razu przyciągając wiernych przeciwników i stronników. Można być pewnym, że każda publiczna debata na ten temat spotka się z dużym zainteresowaniem i inne zagadnienia będą mogły spokojnie iść swoimi torami. Ciekawe jest także to, że najwięcej o aborcji mają do powiedzenia te osoby, które nie powinny mieć z nią żadnego kontaktu. Najgłośniej na demonstracjach krzyczą zawsze panie w dość podeszłym wieku, jak również przedstawiciele kleru.

Dobrym przykładem na dyskusję o aborcji jest postać profesora Chazana. Ten lekarz stał się, nazwijmy to, popularny, bo trudno powiedzieć w tym miejscu sławny, gdy odmówił przeprowadzenia aborcji u małżeństwa Rigamonti, usprawiedliwiając się swoim sumieniem. Półtora roku temu dziecko tego małżeństwa przyszło na świat. Jego życie było krótkie i przepełnione cierpieniem, nie potrafili mu pomóc nawet lekarze opieki paliatywnej. Miało wodogłowie, nie posiadało części kości czaszki, miało zniekształcone kości policzkowe, a przede wszystkim jego oczy rozwinęły się poza czaszką, nie miało także powiek. Zawsze czujne media katolickie dostrzegły w tym barbarzyństwie dobre strony, nazywając śmierć dziecka dobrą śmiercią. Trudno jest komentować takie stanowisko w racjonalny sposób i bez epitetów.

Sprawa posiadania potomstwa jest w bezczelny sposób wyciągana na wierzch przez rząd, jeśli tylko atmosfera polityczna robi się nieznośna. Nie ma w tym postępowaniu chęci pomocy komukolwiek, jest natomiast zamiar uderzania w emocje i poglądy, w tym w mocno zakorzenioną wiarę chrześcijańską. Przypuszczalnie o aborcji będziemy znów wiele słyszeć podczas zapowiadanych prac nad konstytucją. Kolejny raz będzie okazja do podzielenia Polaków i ukazaniu im całego zła, jakie kryje się w in vitro. Wówczas znów znaczna część z nas stanie przed pytaniami bez odpowiedzi, czy chce mieć dzieci i czy jest prawdziwym katolikiem.

 

  1. “…Przypuszczalnie o aborcji będziemy znów wiele słyszeć podczas zapowiadanych prac nad konstytucją. Kolejny raz będzie okazja do podzielenia Polaków…”

    Najlepszy komentarz to film “Fakty i Akty” :
    http://www.cda.pl/video/56184224

    Aborcja to karta której pis używa w chwilach gdy chce odwrócić uwagę opinii publicznej od naprawdę ważnych wydarzeń. Zupełnie jak w podlinkowanym filmie

  2. Ryzykowny temat redaktorze Wolski. Mogłaby się bowiem rozpocząć dyskusja o tym, że umiłowana przez KOD III RP jest państwem wyznaniowym. Ktoś mógłby sobie przypomnieć o Orzeczeniu z dnia 27 maja 1997 r., sygn. akt K 26/96, w którym TK odrzucił czwartą przesłankę (aborcja z przyczyn społecznych). Ktoś inny mógłby sobie przypomnieć o Orzeczeniu z dnia 30 stycznia 1991r. sygn. akt K 11/90, w którym TK wprowadził religię do szkół tylnymi drzwiami. I już mniejsza ochota do bronienia TK jest, skoro TK wyrokuje na podstawie światopoglądowej, a nie prawnej. Potem ludzie sobie przypomną art.53.4 Konstytucji i jak on jest praktycznie rozumiany. I przestaną tak lubić Konstytucję. Otwierasz Panie Redaktorze puszkę Pandory. Ale może to i dobrze? Bez dogłębnego oczyszczenia, bez wyznania win i racjonalnego projektu naprawy, nie ma szans na naprawę Polski. Nie ma.

    • Adam w pigułce. Po co te “nieuzasadnione” wstępy i insynuacje znamionujące przewagę emocji nad rozumem?
      Nie ma dla Nas tematów ryzykownych. Można przypominać do woli orzeczenia TK. Akurat zagadnienie braku dopuszczalności aborcji z przyczyn społecznych nie jest żadnym argumentem. Innymi słowy. Jest to stanowisko z którym osobiście zgadzam się. I chyba nie tylko ja. Sposób wprowadzenia religii do szkół był moim zdaniem skandaliczny. Trudno mi w tym przypadku ocenić rolę TK. Ale nawet jeśli TK przyczynił się do tego skandalu to co ? Łączenie tego z ochotą KOD lub jej brakiem do “bronienia TK” to po prostu żenada. Może warto czasem przeczytać swój komentarz. Może wtedy dotrze do Pana fakt , że największy problem ma Pan ze samym sobą.

      • Toż tłumaczę jak komu dobremu, że wyrok Trybunału Konstytucyjnego nie może opierać się na indywidualnych opiniach czy światopoglądzie sędziów. Jest to zresztą opinia niejakiej Ewy Łętowskiej – KOD się jej autorytetem podpierał, to może warto też posłuchać? Opinię tą Ewa Łętowska wygłosiła w latach 90 – nie posłuchano i rezultatem było to, że w Polsce wprowadzono zasadę “czyja władza tego religia”. Nie podoba Wam się odwołanie wsparcia in vitro? Kosztujecie po raz kolejny tych samych smakołyków – od 20 lat. Trybunał Konstytucyjny nie jest władny orzekać czy embrion jest człowiekiem, więc nie może powiedzieć czy podlega on konstytucyjnej ochronie życia! To orzeczenie jest nadużyciem władzy, bo takie sprawy leżą w wyłącznej gestii Obywateli. Jednak TK dopuścił się takiego nadużycia, ponieważ Konstytucja III RP nie ustanowiła żadnej obywatelskiej kontroli nad władzami III RP. Władze III RP, w tym TK, są autonomiczne wobec suwerena i zajadle tej autonomii bronią, dlatego ówczesny TK podjął decyzję polityczną polegającą na obronie tzw. “kompromisu aborcyjnego”. Dla rozsądnego człowieka, ten kompromis jest rozsądny, to prawda. Ale jeśli TK podejmuje decyzję polityczną to tak jak w tej metaforze: “zjechać po zjeżdżalni z żyletek do basenu pełnego rekinów”. Kaczyści na tym oparli swój atak na TK – że stał się on instytucją polityczną, “trzecią izbą” parlamentu. Fanatyczny zwolennik KOD to lekceważy ale zapomina, że każdy dorosły Polak w III RP najprawdopodobniej prędzej czy później wyrżnie głową w taki szklany mur niesprawiedliwego orzeczenia TK albo ułomnej konstrukcji Konstytucji. I po czyjej stronie wtedy stanie? Jeśli KOD zwiera szyki poprzez ograniczanie się do zaślepionych fanatycznych zwolenników, to tacy ludzie od niego odpadają. A Kaczyński przeprowadza wśród nich żniwa. To usiłuję Wam uprzytomnić.

  3. Rzygam już tym PiS! Artykuł jak najbardziej na czasie zawsze i wszędzie bo problem dotyczy ponad 1 mln. par w Polsce. Cieszy to, że na łamach koduj24.pl temat jest poruszany. Niebezpieczne są zapałki w ręku dziecka, a nie poruszanie spraw i problemów ludzkich.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Menu
Scroll Up